Menu

Felieton z piątkiem - Miejskie mity

  • Autor  Tomasz Tosza

 

kopenhaga

Pół wieku temu coś pękło w Holendrach. Wyszli z demonstracjami na ulice. Wielotysięcznymi. Dlaczego? Bo zginęło pięćsetne w roku dziecko zabite przez samochód. O mieście w którym życie stało się radością...

 
tomasz toszaTomasz Tosza.
Były dziennikarz, wielokrotnie nagradzany
(m. inn. Dziennikarz Roku)
dziś główny specjalista w Urzędzie Miejskim
w Jaworznie.
Doskonałe wyczucie pióra, dziennikarska swada, konsekwencja w działaniu, umiejętność spojrzenia obiektywnego, kompleksowego.

Miejskie mity

Dziwny był ten XX wiek w architekturze. Zaczął się od wspaniałej secesji, przeweoluował w znakomite art deco, a potem zaczęła się epoka modernizmu, która przez chwilę eksplodowała inwencją architektów i wielkimi dziełami, by wkrótce stać się okropną karykaturą samej siebie.

Identycznie było w urbanistyce. Lata 20. i 30. ubiegłego wieku kipiały inwencją urbanistów, którzy na nowo układali miejskie przestrzenie, tworząc miejsca zasługujące na to, by znaleźć się w annałach sztuki, by ćwierć wieku później rozwój miast stał się karykaturalny a miasta nieznośne do życia.  

Co takiego wydarzyło się w połowie ubiegłego wieku, że zaczęła otaczać nas nieznośna brzydota przestrzeni. Dlaczego miasta tak spsiały, a ulice kiedyś pełne ludzi zamieniły się w większości miast w nieprzyjazne wygwizdowy gdzie jedynymi żyjącymi witrynami są witryny aptek i banków. Ta zaraza rozlała się nie na jedno miasto, nie na jedno województwo ani nawet na jedno państwo. Zaraza opustoszałych przestrzeni miejskich.

Znam ludzi, którzy pasjami oglądają duńskie  c-klasowe kryminały z lat 70. Kręcone one były na naturalnych plenerach Kopenhagi ? wymarłego w śródmieściu miasta pełnego walących się kamienic, zasiedlonych przez lumpów pustostanów z narkomanami zalegającymi na kupach śmieci w zaułkach. To nie żart. Tak wyglądała Kopenhaga początku lat 70. W pustych oczodołach witryn nie mieli nawet banków i aptek.

Co doprowadziło to miasto do takiego stanu? Może ktoś zarzuci mi przesadę, ale głównym źródłem problemów ówczesnej Kopenhagi był samochód. To wspaniały wynalazek ? dający poczucie wolności, budujący prestiż, pozwalający pokonywać samotnie dziesiątki kilometrów dziennie. Obiekt pożądania i uwielbienia.  

Gdyby jakaś obca cywilizacja podglądała teraz naszą planetę to uznałaby z pewnością, że dominującym gatunkiem Ziemi są blaszane stwory, które zniewoliły wątłe istoty ciężko pracujące by dostarczyć blaszakom jedzenia, rozrywki, higieny. Blaszaki mają życie wypełnione błogim lenistwem przerywanym podróżami między wielkimi placami gdzie spędzają czas z innymi blaszakami do swoich siedlisk. Wątlaki są natomiast straszliwie zajęte budowaniem dróg i tych placów dla blaszaków. Żeby nie utrudniać blaszakom, życia wątlaki zdecydowały się nawet na schodzenie do podziemnych nor pod drogami.  

To żart, ale coś w nim jest.

Pół wieku temu coś pękło w Holendrach. Wyszli z demonstracjami na ulice. Wielotysięcznymi. Dlaczego? Bo zginęło pięćsetne w roku dziecko zabite przez samochód. To była jakaś hekatomba i apogeum motoryzacji w tej części Europy. Od tego momentu toczy się wojna o przywrócenie miast ludziom.

To jest wojna z ludzkimi słabościami ? z lenistwem, ze złymi przyzwyczajeniami, z upodobaniem do komfortu, z egoizmem. Nie da się ukryć ? samochód ma w sobie coś z narkotyku ? daje przyjemność i odprężenie. Ułatwia funkcjonowanie jednostce, ale niszczy społeczeństwa. Niszczy więzi społeczne, niszczy przestrzeń wspólną. Ludzie pozbawieni samochodu mają te same objawy odstawienne co ludzie uzależnieni. Gdy stoją w korkach z braku św. przepustowości wpadają w złość, jeszcze większą agresję budzi brak błogosławionych miejsc parkingowych. Pozbawienie prawa jazdy rodzi ból wręcz fizyczny.

Ale wróćmy do miast i samochodów. Kilka dni temu Gazeta Wyborcza zorganizowała panel dyskusyjny o tym czy miasta (nasze miasto) przywrócić ludziom. Budująca była opinia zdecydowanej większości publiczności ? miasta mają być dla ludzi. I trzeba ewolucyjnie iść w tą stronę ? dając ludziom coraz lepszy transport publiczny, wygodne alternatywy dla miejskiej mobilności innej niż samochodowa. Jest już duża grupa ludzi świadomych tego, że samochodów trzeba używać z umiarem, tylko wtedy gdy potrzeba i nie ma innego wyjścia. Tak jak z używkami. Nie wolno dać się uzależnić, bo to na dłuższą metę zabija. Albo nas albo ulice. Albo miasta.

Dziś Kopenhaga pozbawiona samochodów jest najlepszym miastem do życia. Obok Wiednia, gdzie eleganccy ludzie do Opery udają się tramwajem i Berlina, gdzie dla mieszkańców śródmieścia posiadanie samochodu jest obciachem. Można podać inne przykłady miast równych Jaworznu, czy mniejszych, gdzie też skutecznie pozbyto się plagi nadmiernej motoryzacji ale w tych większych mieli większy problem i sobie z nim poradzili. Czyli my też damy radę. 

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us