Menu

Archetti znów porywająco. Koncert - marzenie

  • Autor 

 

ekt2007230216067Archetti Orkiestra Kameralna Miasta Jaworzna święci tryumfy przed publicznością. Przed własną, nie zawsze jednak tą samą publicznością, która raz składa się z wiernych stałych słuchaczy, widzów, wielbicieli, a raz z osób, które od czas u do czasu tylko korzystają z dóbr miejskiej kultury.

Takie właśnie osoby, przynajmniej w dużej części przyszły na koncert lutowy, który nie został zorganizowany w Jeleńskim Domu Kultury, nie w, od niedawna, siedzibie Orkiestry, ale w Teatrze Sztuk w ramach 34 Dni Muzyki.

Oczekiwania były bardzo duże, bo na plakacie dominowała informacja o filmowo musicalowym charakterze koncertu. Nie tak całkiem ściśle trzymano się zapowiedzi, bo wieczór podzielony był na trzy części z których pierwsza była zagospodarowana muzyka klasyczną, druga filmową a trzecia pół na pół rozrywkową.
Ale zanim o koncercie, to powiedzmy jedno.


ekt2007230216044Kiedy niedawno spotkałem się z Dyrektor Orkiestry, Panią Marzenną Synowiec, doszliśmy do wniosku, że trzeba nieco przyhamować z wychwalaniem pod niebiosa każdego koncertu, bo takich pochwał już dosyć było w ostatnich latach, a zrelacjonować kolejne występy po prostu - normalnie bez przesadnej, czy też nie przesadnej, ale bezkrytycznej nuty, bo orkiestra jest już na tyle doświadczona i stała się normalnym elementem muzycznego krajobrazu naszego miasta, że echa koncertów winny być zwyczajnym bez ochów i achów reportażem z kilkudziesięciu minut programu.
Oczywiście zgoda zapanowała, dobrze, tak będzie opisamy kolejny koncert.

ekt2007230216048Problem pojawił się zaraz po ostatnim bisie piątkowego wieczoru.
No dobrze, piszemy bez emocji, w sposób stoicki, nie przesadzając z pochwałami, ba, nawet nie chwaląc, ale na zimno opisując to, co działo się  na scenie i wśród publiczności. Czysta kartka, wystudzona klawiatura i... piszemy i co? I.. no nie da się.

Postarałem sobie wyobrazić sytuację, kiedy publiczność na koncert przychodzi, siada na fotelach, orkiestra odgrywa swoje, a ludzie z maskami na twarzach słuchają, a na koniec wychodzą, z minami obojętnymi, wyklaskując posłusznie obowiązkowe kilka klasków, i natychmiast zapominając, że byli na koncercie.
No da się tak? No nie da.

ekt2007230216019Chyba nikt nie potrafi wyobrazić sobie tego typu zachowania. Gdyby na przykład koncert był zły, albo taki sobie, to publiczność w większej, czy mniejszej części wcześniej opuściłaby salę, idąc do swoich zajęć. Ale kiedy publiczność domaga się drugiego, trzeciego i kolejnych bisów, kiedy po koncercie jeszcze kilkadziesiąt minut stoi, rozmawia ze sobą, z muzykami, kiedy wspomina, komentuje, gratuluje, to znaczy, że koncert nie był koncertem zwykłym, nie dało się zapanować nad emocjami i duchową warstwą odbioru dzieł wielkich kompozytorów.
Jak więc ja mam zapanować nad słownictwem, jak ograniczyć amplitudę epitetów do minimum, kiedy na usta ( na klawiaturę ) cisną się co najmniej radosne słowa?

arc2507230216001 48Owszem, mamy takich wybitnych dziennikarzy w mieście, mamy takie media, w których każdy opis koncertu wygląda tak samo: ten a ten wystąpił, zaśpiewał, czy zagrał piosenki, publiczność biła brawo, na twarzach widzów pojawił się uśmiech, a już sztandarowym wyrażeniem jest takie, że "nie mogło zabraknąć..." i tu pada tytuł przeboju, czy czegoś tam.
Robota odwalona, artykuł poszedł w eter, ważne żeby jeszcze komuś z widzów zadać standardowe pytanie: "Jak się podobało" i wrzucić parę zdjęć i już relacja gotowa. Do modnych działań należy ostatnio jeszcze takie, które polega na wykonaniu jakimś kiepskim smartfonem poruszonego, nieostrego, nienaświetlonego, albo prześwietlonego zdjęcia, i wrzucenie go do portalu społecznościowego z hasłem ?Właśnie koncert się zaczął, przybywajcie?.
Bardzo mądre, prawda? Czy przynosi to jakieś pozytywy wykonawcom? Wątpliwe.

arc2507230216001 50Ja jakoś wolę inaczej potraktować zarówno wykonawcę jak i publiczność, ale i internautów, którzy czekają na parę słów, niekoniecznie standardowych, niekoniecznie sztampowych, ale nacechowanych pewną emocją i osobistymi wrażeniami, z którymi chociaż niektórzy czytelnicy mogą się utożsamić.
Oj, ale pojechałem.. kompletnie nie na temat. Czyli, co? Piszemy, że orkiestra zagrała kilkanaście utworów, po których publiczność biła brawo i na koniec nie zabrakło bisów... Generator artykułów zadziałał układając standardowe zdania w losowej kolejności.

Ale możemy choć minimalnie "posłodzić? i wyrazić wrażenia melomana.
Koncert bardzo ciekawie przemyślany i poukładany.
arc2507230216001 60Bo przecież muzykom i dyrygentowi nie chodzi tylko o to, aby odegrać swoje i iść do domu. Młodym muzykom naprawdę chodzi o to, aby w programie pojawiły się utwory różne, trafiające w różne gusta, czasem bardzo znane, czasem zupełnie zapomniane przez melomanów, ale wartościowe i zaskakujące, skłaniające do zadania pytania, dlaczego nie są znane, dlaczego inne, często mniej przebojowe przebojami stały się, skoro są przecież ciekawsze, bardziej docierające do duszy.
Cóż, fenomenu przebojów nie uda nam się rozwikłać, ale ważne, że mamy na tyle woli, żeby właśnie i te mniej znane posłuchać, aby nie faszerować się w kółko tym sam, do zanudzenia.

arc2507230216001 8Tak właśnie raczy nas ?Archetti? podczas koncertów. Mamy i utwory znane, ograne, ale w zupełnie innych aranżacjach, jak na przykład ragtime, znany z wersji fortepianowej, który  tu mogliśmy usłyszeć na same smyki.
Na początek Suita Staropolska Panufnika, coś z Brahmsa, Bartoka i, a jakże, Straussa - bardzo znana polka Pizzicato i nieznany, grany nie co później tą samą techniką utwór ?Plink, Plank, Plunk? - tytuł wyjątkowo dźwiękonaśladowczy, Andersona.
Mamy nieczęsto słyszany na żywo polonez z Pana Tadeusza, wraz z informacją którą przekazuje dyrygent, że zdarzyła się podczas kręcenia filmu opartego o epopeje narodową, sytuacja niezwykła, kiedy to sceny filmu zdeterminowała muzyka napisana dużo wcześniej przez wielkiego Wojciecha Kilara. A tak! Kiedy Andrzej Wajda zaproponował Panu Kilarowi napisanie poloneza wieńczącego dzieło, ten odpowiedział mu że poloneza to on już ma.

arc2507230216001 22Zdziwiony Wajda nie dowierzając posłuchał i "skomponował" fragment filmu tak, jak dyktowała mu melodia. Potem zdarzyło się piękne tango wykorzystane w kilku filmach: ?Lista Shindlera?, ?Zapach kobiety?, ?Prawdziwe kłamstwa? - to te najbardziej znane. A Dyrygent nawiązał w tym wypadku do "Zapachu kobiety" i fenomenalnej roli Al Pacino.
Z "Listy Schindlera" był również i sam temat, a owacje wywołał w dalszej części ?Skrzypek na Dachu?. A z rozrywki do wyboru ?Runaway?, ?Hit The Road jack?, a na koniec bisowana ?Hava nagila?.
Prowadzenie koncertu przez Macieja Tomasiewicza to zupełnie inna bajka. Młody dyrygent, który oprócz tego, że prowadzi Archetti  jest dyrygentem ? rezydentem w Operze i Filharmonii Podlaskiej.

 


arc2507230216001 52To już wyjątkowa osobowość, której polot i wytworność można docenić słuchając jego opowieści o poszczególnych utworach i kompozytorach. Wybiera do narracji szczególnie ciekawe i często frywolne kąski, tak, aby wśród doskonałych dźwięków publiczność nie zapomniała, że trzeba zejść na ziemię, bo na podróż do niebios trzeba sobie zasłużyć i że jeszcze na nią nie czas.


Oczywiście nie będę przytaczał więcej szczegółów, bo po to jest koncert, aby na nim być i osobiście wysłuchać zarówno prowadzącego, jak i muzyków, A wśród nich jak zwykle wyróżniła się Agata Kmak, która jako koncertmistrzyni trzyma w ryzach "strój' ekipy i serwuje co piękniejsze kąski na swoich skrzypcach.
arc2507230216001 64Nooo, nie bądźmy jednak tak surowi, wspomnijmy na filmie...


Zapraszamy do wysłuchania kilku fragmentów utworów jakie podczas koncertu zabrzmiały w sposób wybitny, taki, jak wybitnymi są muzycy, co zresztą zauważyła zapowiadająca, Pani Renata Gacek. Tak więc pełen pewności, że nie da się "na zimno" degustować tej muzyki, tym samym pisząc ten tekst czuje się usprawiedliwiony, że pochwaliłem naszą Kameralną.
Czekamy na koncert kolejny, o którym już niedługo.

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us