Menu
...
reklama

Opowiadanie pełne wzruszeń i dramatów - Anna Losyna - Loki guzy i siniaki

 

W bardzo krótkim czasie po powrocie przekonałam się , że ta moja decyzja była pochopna i niewłaściwa. Że w najgorszym wypadku t.j po niepowodzeniu w sesji jesiennej powinnam była znaleźć sobie jakąś pracę i pozostać w Krakowie, ponieważ w moim rodzinnym domu działo się źle. Moi rodzice żyli w separacji, chociaż mieszkali pod jednym dachem. W tym samym roku poszłam do pracy. Po dwóch latach wyszłam za mąż . Urodziłam dwoje dzieci. Po odchowaniu dzieci ponownie poszłam do pracy. W roku 1988 na skutek pogorszenia się stanu mojego zdrowia poszłam na rentę. Nawiązując jeszcze do mojej mamusi, to mogę dodać, że po raz pierwszy pojechaliśmy na Ukrainę w 1955 roku. Jechaliśmy na Warszawę i na Brześć. Ja miałam niespełna 9 lat a mój brat 15 miesięcy. Bardzo ciężko zniosłam tą podróż, ponieważ w dzieciństwie chorowałam na chorobę lokomocyjną. Nie będę opisywać wrażenia jaki wywarł na mnie ten pobyt na Ukrainie, pomiędzy tymi bardzo biednymi i zaszczutymi ludźmi, a mimo to ogromnie życzliwymi i dobrymi.
"Tak blisko granic naszego kraju żyli ludzie wygnani z europejskiego raju. W krainie zła i Wiecznej Ciemności. Bez słońca i Jutrzenki Swobody. Bez Boga, bez wolności i bez dowodów tożsamości. Bez praw i bez duszy, bo zakuto ją w kajdany. Biali Murzyni 20 wieku.
To wielka hańba dla Ciebie europejski człowieku."
Dokładnie o tych moich wizytach na Ukrainie napisałam we wspomnieniach " Za Bug i za Bugiem " Ja na Ukrainę wyjeżdżałam chyba ze 6 razy na
przestrzeni lat od 1955 do 1989 roku . W 1956 roku pojechaliśmy znowu na
Ukrainę, ale już tylko z mamą , ponieważ tatuś nie dostał zezwolenia na
wyjazd z Polski . W tym roku zobaczyłam najmłodszego brata mojej mamusi, który został zwolniony ze zesłania i przyjechał z Magadanu na Ukrainę, żeby odwiedzić i spotkać się z rodziną, a także żeby ożenić się z Ukrainką a nie z Rosjanką. Tylko ja byłam na ich weselu na Wołyniu, ponieważ mojej mamie nie wolno było opuścić miejsca pobytu. Dozwolone było tylko poruszanie się po po danym województwie (obłasti). Podczas podróży na Wołyń bardzo się bałam, gdy zobaczyłam milicjanta, żeby ten mnie nie zaaresztował, ponieważ opuściłam swoje województwo. Nie chciałam wyglądać ani pokazywać się w oknie
wagonu. Wujek zabrał swoją żonę do Magadanu. Ona była nauczycielką. Miał z nią dwoje dzieci. Jego syn podjął studia w Rydze w Instytucie Lotniczym i ożenił się z Łotyszką. Wujek zamieszkał z żoną i rodziną na Ukrainie. Dwa lata po
spotkaniu wujka po raz pierwszy, jedyny i ostatni zobaczyłam swoją babcię, która powróciła z Sybiru. Lecz ona nie mogła zrozumieć kim ja jestem, bo miała
już zaburzenia psychiczne i bez przerwy pytała moją mamusię
"kim jest ta dziewczynka", która bawi się na podwórku. Po raz ostatni byłam na Ukrainie wraz z mamą i i moimi dziećmi w sierpniu 1980 roku. Sama pojechałam tam jeszcze w kwietniu 1998 roku. Ile razy przeprowadzało się moje życie?
Przy pierwszej przeprowadzce płakało niebo i o świcie w kolczastym bólu na Ziemię spłynęło życie. Maleńkie, cichutkie, słabiutkie, owrzodzone. W słomiano - ziołowym wywarze wiejskiej baby skąpane. W pieluszki gorących modlitw matki owinięte, kłam zadało ludzkiemu zwątpieniu i śmierć zwyciężyło .
Potem popłynęło stalową drogą nad prastare nadodrzańskie ziemie i zamieszkało
w dwupiętrowym bloku. Przez 6 lat ramiona lipy i kasztanu kołysały leciutko króciutka sukieneczkę. Następna przeprowadzka do krainy węgla i stali
włożyła mu w rękę szkolną teczkę I zamieszkało w mieście kaszlącym węglowym pyłem, spowitym welonem siarkowej mgły. Lecz otrzymało od niego świadectwo dojrzałości. Na krótko zamieszkało w prastarym grodzie Kraka i zasiadło w uniwersyteckiej ławie. Potem znowu powróciło do kaszlącego miasta.
O moim pierwszym związku małżeńskim nie będę się rozpisywać. Ja mam taką naturę, że staram się nie pamiętać i szybko wymazywać z mojej pamięci wszystkie złe rzecz i zło, którego doświadczyłam w moim życiu. Nie wiem czy to jest wada, czy zaleta to zapominanie. Jednak z biegiem lat, przekonuję się, że to jest zaleta . Ja nigdy nie miałam czasu na to, by rozpamiętywać i użalać się nad sobą, gdy przychodziły ciężkie i złe chwile. Ja musiałam natychmiast zebrać się w sobie i szukać rozwiązania i sposobów wyjścia z tych sytuacji. Powiem wprost - byłam żoną alkoholika, który sam nie uważał się za takiego . Pewnego razu przypadkowo podsłuchałam rozmowę dwóch kobiet. One rozmawiały o mnie, lecz widocznie nie znały mnie osobiście, bo nie peszyła je moja obecność . Kobiety mówiły, że bardzo dziwią się temu że moi rodzice wyrazili zgodę na to, bym zawarła związek małżeński z tym mężczyzną i weszła do jego rodziny. Mnie taką kruchą, delikatną i subtelna osobę on zniszczy.
I wtenczas postanowiłam, że nie dam się zniszczyć. Znosiłam wulgarne słowa i obelgi jakie stosował mój mąż odnośnie mnie. Znosiłam przemoc fizyczną. A także nocne przesłuchania w stylu Urzędu Bezpieczeństwa z ostrą żarówką świecącą w oczy. Nie powiem, że nie miałam chwil zwątpienia i załamania. Owszem dwa razy miałam myśli samobójcze. Raz to już znalazłam żyletkę i chciałam sobie podciąć żyły, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi i okazało się, że to mój syn wcześniej przyjechał z kolonii. Nie mogłam tego przy nim zrobić. Drugim razem też mi coś przeszkodziło. Nie pamiętam już co to było. Na skutek tych przeżyć i stresów nabawiłam się nerwicy serca i z tej przyczyny w roku 1988 znalazłam się na rencie inwalidzkiej. Zakfalifikowano mnie do III grupy i otrzymałam rentę w wysokości. 370 zł. Pewnego ranka po takim nocnym przesłuchaniu, które urozmaicone było kilkakrotnym uderzeniem mnie w twarz. Postanowiłam, że miarka się przebrała i nie pozwolę więcej na znęcanie się nade mną. Wolę uschnąć i zdechnąć pod płotem jak ta koza, tak mówił mój mąż, niż dłużej przebywać z nim pod jednym dachem. W lokalnej gazecie znalazłam ogłoszenie, że ktoś w prywatnym domu wynajmie pokój z dostępem do kuchni i łazienki, tylko za opłatą czynszu. Poszłam pod wskazany adres i załatwiłam sobie ten wynajem. Pakowałam się bardzo szybko, zabierając przede wszystkim w pierwszej kolejności moje książki, wiersze i notatki. Bo gdybym je zostawiła, to zostały by one natychmiast potargane przez mojego męża. A na nich mi najbardziej zależało. One uniknęły zniszczenia, lecz mój małżonek wyżył się na mojej garderobie. Pociął mi moje bluzki i spódniczki. Myślałam, że serce pęknie mi z bólu, gdy opuszczałam nasze mieszkanie. Bo była to dokładnie 30 rocznica naszego ślubu, a 53 moich urodzin. Głodowałam, bo po zapłaceniu czynszu na jedzenie zostawało mi na miesiąc tylko 23 zł. Bardzo schudłam i opadałam z sił. Po pół roku tej wegetacji, pewnego rana zadzwonił telefon i mój syn oznajmił mi, że tata popelnił samobójstwo. Rzucił się w kamieniołomach w dół. Po nim otrzymałam rentę rodzinną, ale oddziedziczyłam również i jego długi a także i pożyczki, jakie zaciągnął u obcych ludzi. Musiałam to wszystko spłacać. Pewnego razu, gdy byłam już u kresu wytrzymałość ci poszłam na cmentarz i modliłam się na robie mojego ojca do Pana Boga, że ja już nie chcę tak dłużej żyć. Niech weźmie mnie do siebie, albo niech coś uczyni, aby poprawiło się moje życie. Modliłam się również do mojego Anioła Stróża, prosząc go o pomoc. I to właśnie On sprawił, że, spotkałam mojego drugiego męża.

WCIELENIE
Krzyk szeptu moich modlitw. Sprowadził Cię na Ziemię.
Dotknąłeś jej ! I dla mnie swoje opiekuńcze skrzydła.
Przemieniłeś w klatkę męskich ramion .
Mój Aniele.
Spójrz ! Jak uskrzydlone serca .
Przefruwają z jednej dłoni do drugiej.
Uwiezione miłością w dwóch pasujących połówkach jabłka .
Dziękuję Ci mój stróżu.

Żyliśmy szczęśliwie przez 10 lat. Nie powiem, że nasze życie było usłane różami. O nie. Ja spłacałam swoje kredyty, a on swoje. Lecz wszystkie troski i zmartwienia dzieliliśmy na pół. Lecz przyszła ciężka choroba męża. Potrzeba było dużo pieniędzy na jego i moje lekarstwa. Musieliśmy sprzedać mieszkanie. I od tamtej chwili rozpoczęła się nasza tułaczka po wynajmach. On chorował obłożnie prawie 2 lata. Nie chciał wynająć żadnej pielęgniarki, tylko chciał abym ja się nim opiekowała. Musiałam nauczyć się dawać zastrzyki do brzucha, podawać tlen, karmić go i wykonywać wiele innych zabiegów pielęgnacyjnych. Pod koniec czerwca zasłabł w domu i pogotowie zawiozło go do szpitala. Ustała akcja serca. Przywrócili go do życia i na 19 dni wprowadzili w śpiączkę farmakologiczną. Był zaintubowany i miał założony dren do płuc. Był przytomny, wszystko rozumiał, tylko nie mógł mówić. Pewnego razu zauważyłam, że stara się ze wszystkich sił coś powiedzieć. Pomyślałam sobie, że może mógłby coś napisać. Miałam przy sobie tylko jakąś starą kopertę. Podałam mu ją, a w jego dłoń wsadziłam długopis. I wtenczas on drżącą ręką napisał na kopercie moje imię. I to była ostatnia wiadomość od niego jaką mi pozostawił. Po tygodniu zmarł. Tą kopertę noszę przy sobie w torebce. I gdy patrzę na te litery napisane drżącą ręką, często płaczę. Mąż leżał w szpitalu 52 dni. Codziennie byłam u niego. Od dzieci mojego męża nie usłyszałam ani raz słowa ?dziękuję" za opiekę nad ich ojcem. A wprost przeciwnie po pogrzebie miały tylko pretensje i wysuwały nieuzasadnione żądania odnośnie mojej osoby. Bardzo bolało mnie serce z powodu tej niewdzięczności. Byłam bliska załamania. Miałam znów myśli samobójcze. Jednak się przemogłam. Musiałam zmienić mieszkanie na mniejsze. Mam teraz 1 pokój i ślepą kuchnię. Po zapłaceniu rat kredytów, czynszu i odstępnego za mieszkanie, na jedzenie pozostaje mi tylko 100 złotych. To nie jest dużo , ale i tak prawie 4 razy więcej niż miałam 10 lat temu. Jest mi ciężko. Schudłam już 20 kilogramów. Jednak nie załamuję się i nie tracę nadziei. Nadal wierzę, że kiedyś odnajdę arkadyjską łąkę ze źródełkiem szczęścia. Napiję się z niego i zatańczę w fontannie perlistego śmiechu.
Jutro Wigilia. Spędzę ją samotnie.

 


« Poprzednia strona 6/6 Następna strona

Skomentuj

Teksty i fotografie opublikowane w portalu stanowią własność intelektualną ich autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Napisz komentarz. Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
Nie będą publikowane:
- Komentarze naruszające netykietę, oraz promujące komercyjne strony, produkty itp.
- Komentarze obraźliwe, bądź nie wnoszące nic do dyskusji.
- Komentarze propagujące nienawiść, rasizm, nietolerancję wobec poglądów, przekonań i wyznań
Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy umieszczanych przez użytkowników i gości serwisu. Odpowiedzialność za treść postów ponosi wyłącznie ich autor. Komentarze nie są materiałem prasowym w rozumieniu prawa prasowego.

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us