Menu
...
reklama

Opowiadanie pełne wzruszeń i dramatów - Anna Losyna - Loki guzy i siniaki

 

Jak tylko wróciliśmy z przedszkola do domu, oświadczyłam dziadkowi, że idę na małą wyprawę, ale żeby się nie martwił, bo wrócę przed wieczorem. Dziadek pewnie myślał, że ja żartuję i to tylko taka moja fantazja. Spokojnie kurzył sobie fajeczkę i grzał się przy piecu. Usnęło się biedakowi, a ja wymknęłam się z domu i pobiegłam do lasu, który był niedaleko, zaraz za łąką. Szłam ścieżką, która zaprowadziła mnie na polanę . Na polance były pniaki po ściętych drzewach. Usiadłam na jednym z nich, aby odpocząć, a tu nagle przy mnie, pojawiły się wiewióreczki i rozpoczęły swoje harce. Siedziałam bez ruchu, tylko wkoło wodziłam oczami. Zobaczyłam kucające lub stojące na dwóch łapkach zajączki. Nagle przez polanę przebiegł lis, z dużą piękną rudą kitą. W krzakach usłyszałam jakiś delikatny szelest i wyjrzał z nich łebek sarenki. Siedziałam jak urzeczona, wsłuchana w śpiew ptaków, stukot dzięcioła i kukanie kukułki. Siedziałabym tam jeszcze dłużej, ale zaczęło zmierzchać i musiałam wracać do domu. W drodze powrotnej najadłam się jagód i poziomek. Gdy zrobiło się trochę ciemno, z obawą i lękiem spoglądałam na krzaki, czy aby nie wyskoczy z nich wilk, albo nie wyjdzie jakaś straszna Baba Jaga, z zakrzywionym nosem. W tych moich wyprawach zawsze towarzyszył mi piesek, mój przyjaciel. Nazwałam go łatka, ponieważ był cały czarny, pod brzuszkiem miał dużą białą łatę i białą kropeczkę na końcu ogonka. On zawsze czekał na mnie przed blokiem, witał mnie radosnym szczekaniem i merdając ogonkiem, biegł mi przy nodze. A ja dzieliłam się z nim wszystkim tym co miałam do jedzenia. Dlatego też uważałam, że gdyby tam w lesie nagle pojawił się wilk lub Baba Jaga, to on nie pozwoli zrobić mi krzywdy i będzie tak długo i głośno szczekał, aż pojawi się Pan leśniczy ze strzelbą i rozprawi się z nimi.

O innych niebezpieczeństwach i zagrożeniach nie wiedziałam, a może i w tamtych czasach ich nie było. Próbowałam namówić moich kolegów i koleżanki aby mi towarzyszyły w tych wyprawach. Oni chcieli, ale rodzice im zabronili chodzić do lasu. Mój tata był daleko, a mama cały dzień pracowała. Biedny dziadek, gdy się zorientował, że ja nie fantazjuję, tylko znikam na kilka godzin to zaczął mnie zamykać w pokoju. Patrzyłam przez dziurkę od klucza i gdy zobaczyłam że dziadek już usnął, otwierałam okno i spuszczając nogi na wcześniej podstawiony przeze mnie pod oknem pniak, uciekałam z domu. Nie zawsze szłam do lasu. Niekiedy, a przeważnie w tych okresach, kiedy na polach rozpoczynały się prace polowe, to biegłam na gościniec, który prowadził do pobliskiej wioski, a po jego obydwu stronach, były pola uprawne. Patrzyłam na oraczy, którzy ręcznym pługiem z zaprzężonym konikiem odrzucali skiby, a za nimi krok w krok podążały wrony i inne ptaki, wyciągając i wygrzebując, z ziemi różne pędraki i glizdy. Gdy pole było już zaorane, to pojawiali się mężczyźni, którzy mieli na szyjach przewiązane takie duże płachty, do których to wkładali dłonie i zaczerpnąwszy ziaren, wrzucali je w zaoraną ziemię.

Najciekawiej i najweselej to było przy żniwach i przy wykopkach. Schodziłam niekiedy z gościńca, szłam na pole i zbierałam kłosy. Wydłubywałam ziarna, wkładałam je do buzi i żułam. Kobiety mówiły mi, że te ziarna mieli się w młynach na mąkę, a z niej piecze się chleb. Bardzo chciałam zobaczyć jak to wygląda taki młyn i jak to się miele te ziarna. Niekiedy kobiety sadzały mnie na wóz i jechałam z nimi do wioski, a potem wracaliśmy na pole. Pewnego razu pojechałam z nimi do młyna. Było to dla mnie wielkie przeżycie, gdy zobaczyłam te wielkie żarna i sypiącą się białą mąkę, do podstawianych worków. Przy wykopkach było bardzo wesoło i pięknie pachniało, pieczonymi w ogniskach ziemniakami. Najpierw przyglądałam się z daleka, ale gdy kobiety i dziewczyny zaczęły na mnie kiwać, to podchodziłam bliżej i zasiadałam razem z nimi przy ognisku. A one wyciągały z żaru dla mnie gorące bulwy ziemniaczane, studziły je i podawały mi w moje dłonie, a ja przerzucając je z ręki do ręki i obierając zębami skórkę, zajadałam się nimi ze smakiem, brudząc się przy tym okropnie. Niekiedy dziwiły się i pytały mnie, gdzie są moi rodzice, to ja wtedy odpowiadałam, że tatuś uczy się daleko w technikum, a mamusia cały dzień pracuje w sklepie. One tylko kiwały głowami i coś między sobą szeptały. Mamusia jednak jakoś się dowiedziała o tym, że ja chodzę po tym gościńcu i spędzam popołudnia z obcymi ludźmi, którzy pracują na polach.

Przeraziło ją to, że sama chodzę po gościńcu. Powiedziała mi że nie wolno mi tego robić, bo może mnie potrącić jakiś samochód lub mogę wpaść pod rozpędzone konie. I chyba tylko dlatego, żeby mnie nastraszyć, powiedziała, że słyszała jak ludzie opowiadają o tym, że na poboczu tego gościńca, stoi stary rozwalony dom, a w tym domu straszy. Ponoć byli ludzie, którzy widzieli jak z tego domu wyjeżdża galopem siwy koń, a na nim siedzi bardzo wysoki jeździec, cały ubrany na czarno. Jeźdźcowi towarzyszy wielki czarny pies, który strasznie wyje. Oni tak pędzą po polach i znikają nagle, tak samo szybko, jak i się pojawili. Ja znałam ten dom, bo znajdował się w połowie mojej drogi i zawsze koło niego przechodziłam. Ja bałam się duchów, lecz bardzo lubiłam słuchać opowieści o nich i o spotkaniach z nimi innych ludzi.

Z tych moich wypraw wracałam do domu umorusana jak nieboskie stworzenie. Moje sukieneczki, fartuszki i rajtuzy były w opłakanym stanie. Na kolanach i łokciach miałam zadrapania nierzadko i głębsze rany, a na czole guzy i siniaki. Tym swoim wyglądem doprowadzałam do rozpaczy moją biedną mamę, która prawie zawsze musiała grzać wodę i wsadzać mnie do balii. Bo przecież rano szłam do przedszkola i musiałam być czysta, schludna i mieć pokręcone te nieszczęsne loki. Jednym słowem trzeba było małe diablątko, tak mówiła o mnie moja mama, przemienić w laleczkę. Kiedy teraz myślę o tym, to jestem pełna podziwu dla niej, bo przecież ona wracała do domu po całodziennej pracy i z całą pewnością była nieraz bardzo zmęczona. Ja bardzo zazdrościłam moim kolegom i koleżankom tego, że oni mieli babcie, ciocie, wujków, kuzynów i kuzyneczki. A ja nie miałam żadnej rodziny oprócz zniedołężniałego dziadka. Jakże ja pragnęłam, aby kiedyś choć raz jakiś wujek przewiózł mnie na rowerze w koszyku, do którego wsadzano dzieci, a koszyk wieszano na kierownicy.

Nie miałam jednak ani takiego koszyka, ani wujka, ani roweru. Lecz męski rower miał tata jednego mojego kolegi. On pozwalał mu brać ten rower, żeby on się nauczył na nim jeździć. Ja przekupywałam tego kolegę czekoladami, które przynosiła mi mama, aby pozwolił i mnie uczyć się jeździć na rowerze. I tak mając niespełna 5 lat, sama nauczyłam się jeździć na dużym męskim rowerze, jak to się mówiło pod rurką. Mój tata przebywał daleko i rzadko przyjeżdżał do domu, pewnie dlatego ja bardzo lgnęłam do obcych mężczyzn. Oni też bardzo mnie lubili i często sadzali mnie na kolana lub nosili na barana. Pamiętam, że w środkowej klatce w naszym bloku, mieszkało takie młode małżeństwo. Ten Pan był bardzo wysoki, szczupły, miał takiego hiszpańskiego wąsika, a jego żona była niską, kruchą, delikatną blondyneczką i też miała piękne loki. Ci Państwo bardzo często zapraszali mnie do siebie. Oni nie mieli dzieci. Pewnego razu, gdy siedziałam na kolanach tego Pana, on powiedział, że pójdzie do mojej mamy i ją zapyta, czy by ona im mnie nie sprzedała. I czy ja się zgadzam na to. Byłam bardzo zaskoczona i odpowiedziałam, że muszę się zastanowić.

Po tygodniu przyszłam do nich i powiedziałam, że na sprzedaż się nie zgadzam, ale mogą mnie od mojej mamy wypożyczyć do czasu, aż ja nie pójdę do szkoły. To jest na trzy lata. Teraz wiem, że to był tylko taki żart ze strony tego Pana i z całą pewnością on nigdy czegoś takiego nie zaproponował mojej mamie. I to były tylko takie rozmowy pomiędzy nim, a mną. Ja często byłam smutna i niekiedy płakałam, siedząc w domu, przeważnie w zimie gdy nie mogłam hasać na dworze. Widząc to, mamusia zadawała mi pytanie dlaczego płacz? Przecież nie jestem głodna jestem zawsze ładnie ubrana a następnie otwierała szafę, w której na półce poukładane były czekolady. A ja wtenczas, szlochając odpowiadałam, że wiem o tym, ale ja nie mam w domu ani taty ani mamy, ani babci ani wujka ani cioci. Nie mam też brata, czy siostrzyczki. Jestem sama. Pewnie też i dlatego chciałam się zgodzić na to wypożyczenie mnie przez tamto wspomniane małżeństwo. Chyba po trzech latach pobytu na Ziemiach Zachodnich mamusia odnalazła w jednej z wsi w tym samym województwie, swoja kuzynkę. Mamusia napisała list do swojej rodziny na Ukrainie. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy przyszła odpowiedź. Jak ona bardzo się cieszyła jak całowała tę kopertę. Jednak jej radość trwała krótko.

Czytając, coraz bardziej smutniała, aż wreszcie wybuchła strasznym płaczem. Nie można było jej uspokoić. List był od jej najstarszego brata, który donosił jej, że jej ojciec nie żyje (umarł na astmę), średni brat został rozstrzelany przez Rosjan, a mama i najmłodszy brat zostali wywiezieni na Sybir. Gdy byłam już duża, miałam chyba 10 lat, dowiedziałam się że mój wujek został wywieziony do Magadanu. Był jeszcze dzieckiem, miał niespełna 14 lat. Jak już wcześniej wspominałam mój tatuś uczył się w technikum chemicznym na Górnym Śląsku. On przyjeżdżał jeden raz w miesiącu. Było to dla mnie wielkie święto, bo brał mnie za rękę i szliśmy na spacer, główną ulicą , przez środek miasteczka. Jednak najbardziej cieszyłam się z prezentów jakie mi
przywoził. A były to przeważnie książki dla dzieci, dużego formatu porządne w twardych okładkach i z pięknymi ilustracjami. Do dzisiaj pamiętam ich tytuły: ?Kopciuszek", ? Śpiąca królewna", Księga Papugi", ? Słoń Trąbalski", Lokomotywa", ?Baśnie Andersena?. Mamusia musiała mi je czytać kilkakrotnie, ażznałam je

już na pamięć. Z ust mojej mamy płynęły opowieści o rycerzach, smokach, królewiczach i śpiących królewnach. Siedziałam wpatrzona w mamę i chłonęłam to, o czym mi czytała. Otwierałam usta i rozwierałam szeroko moje oczy. Później zmęczona zasypiałam. Rano budziłam się i nieraz biegłam do kolan mamy, aby mi coś jeszcze raz przeczytała, ponieważ czegoś nie zapamiętałam.

 


Skomentuj

Teksty i fotografie opublikowane w portalu stanowią własność intelektualną ich autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Napisz komentarz. Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
Nie będą publikowane:
- Komentarze naruszające netykietę, oraz promujące komercyjne strony, produkty itp.
- Komentarze obraźliwe, bądź nie wnoszące nic do dyskusji.
- Komentarze propagujące nienawiść, rasizm, nietolerancję wobec poglądów, przekonań i wyznań
Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy umieszczanych przez użytkowników i gości serwisu. Odpowiedzialność za treść postów ponosi wyłącznie ich autor. Komentarze nie są materiałem prasowym w rozumieniu prawa prasowego.

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us