Menu
reklama

Za Bug i za Bugiem - wspomnienia Danuty Wiśniewskiej

 

 

Miałam wtedy czternaście łat i bardzo mi się nie podobało to, czego byłam świadkiem. Właśnie po tych dwóch wydarzeniach doszłam do wniosku, że w ZSRR człowiek jest tylko malutkim trybikiem w olbrzymiej machinie. A gdy się trybik zużyje, to można go wyrzucić na złom, jako już niepotrzebny, nieproduktywny, a zastąpić go nowym.

Czego jak czego, ale ludzi to im przecież nigdy nie brakowało. Wtenczas jeszcze mało orientowałam się w polityce ale właśnie takie były moje dziecięce odczucia. Odnośnie polityki, to zapamiętałam, jak tata razem z moim kuzynem jeździł do Katynia i po powrocie opowiadał mi, że to jest miejsce kaźni, pomordowanych przez Niemców, polskich żołnierzy i oficerów. Bo taka była informacja, umieszczona na tablicy pamiątkowej.


Matko Boża, matko Bolejąca!
Tobie pozwolono pod krzyżem Syna stać.
Ich śmierci nie opłakiwała żadna mać
A nad ich zwłokami stali zbiry z czerwonymi gwiazdami.
I tylko wiatr w koronach drzew nucił im piosnkę przypominającą matczyny śpiew.



W czasie jednej z moich podróży, kiedy to jechałam sama tylko z moją siedmioletnią córeczką, doznałam wielkiej pomocy ze strony młodego, ukraińskiego chłopaka. Było to w Przemyślu na dworcu, przed wejściem do kontroli. Gdyby nie jego bezinteresowna pomoc i gwałtowna reakcja, polegająca na tym, że wziął moje dziecko na barana, to jestem prawie pewna tego, że napierający tłum podróżnych z ogromnymi bagażami zadusiłby moją córeczkę.

 

 

Z podróży, już nie pociągiem, ale z jazdy tramwajem we Lwowie, utkwiły mi w pamięci takie dwa wydarzenia.
Jedno dotyczyło młodej Rosjanki, która na pytanie ?czy teraz będzie ostanowka? - usłyszała od młodego żartownisia, że teraz nie będzie ?ostanowka", tylko "zupynka".
Ta odpowiedź wywołała ogólny śmiech wśród pasażerów, a ona biedna, zdezorientowana, spoglądała na wszystkich zdziwiona, nie rozumiejąc, co ich tak rozśmieszyło. Widocznie, ona bardzo krótko przebywała na Ukrainie i nie wiedziała tego, że po ukraińsku na ?ostanowku", mówi się "zupynka?.
Drugie wydarzenie dotyczyło mnie, a właściwie mojego czteroletniego syna, który gdy wsiedliśmy do bardzo zatłoczonego autobusu, jadącego do Parku Kultury i Odpoczynku we Lwowie, zaczął głośno krzyczeć i domagać się "A gdzie ja będę siedzieć!"
Oburzona tym jego zachowaniem jedna Rosjanka powiedziała ?Wot polskij aristokrat? i z nienawiścią spojrzała na mnie i na niego. Prawdę powiedziawszy, to ja się trochę zawstydziłam z powodu jego niespodziewanego zachowania, ale jeszcze bardziej byłam przerażona, nie wiedząc tego, jaka będzie reakcja pozostałych pasażerów. Ale oni ścisnęli się i zrobili mi miejsce, a jedna pasażerka powiedziała ?Dajte detynu mene n
a ruki?.

Moja pierwsza podróż na Ukrainę, pozostawiła w mojej pamięci, niezatarte wrażenia i wspomnienia. Lecz i tej ostatniej w 1980 roku również nigdy nie zapomnę.


RZEKA

 

Nad rzekę Boga szerokim torem przybyła czerwona gwiazda
sprowadzając ze sobą trzy córki zła: zbrodnię, nienawiść i przemoc.
W wyziewach ich oddechów piękne, hoże anielice
przemieniły się w pomarszczone, czarnowłose i wychudłe istoty.
Brzegi w krwawe winnice latorośli.
Ziemia przesiąkła ich sokiem i zabarwiła rzekę na kolor gwiazdy.


Szczególnie nie zapomnę tej ostatniej nocy, przed odjazdem, podczas której mój kuzyn prosił mnie żebym nie wracała do Polski. Mówił, że zaopiekuje się moimi dziećmi, a mnie znajdzie pracę. Śmiałam się i ostrzegałam go, że z pewnością nie poradziłby sobie, z moim bardzo upartym synem. Wiedziałam, że on bardzo polubił moje dzieci, ponieważ jego małżeństwo było bezdzietne. Ja również, bardzo lubiłam tego mojego kuzyna, ale jeszcze bardziej od niego polubiłam jego żonę.

 

Gdybym faktycznie musiała oddać komuś swoje dzieci pod opiekę, to bez wahania oddałabym je im obojgu. Swoją prośbę kuzyn ponowił jeszcze raz, gdy siedzieliśmy już w pociągu. Ale wtenczas miałam już za mało czasu, aby się nad tym zastanowić, tym bardziej, że nagle spostrzegłam, że mojego synka nie ma w naszym przedziale! Odnalazłam go, jednak dość szybko, bo na ślad naprowadził mnie, hałas, dobiegający z przedziału, znajdującego się na końcu wagonu. Gdy tam dotarłam i zaglądnęłam do środka, to zobaczyłam w nim, kilkoro dzieci, a mój syn stał przy oknie i strzelał z automatu. Za żadne skarby nie chciał go oddać, prawowitemu właścicielowi. Mój kuzyn, rad nie rad, wyskoczył na peron i kupił mu taki sam automat - zabawkę. Przez ten incydent skrócił się czas naszej pożegnalnej rozmowy. Nigdy bym nie pomyślała, że już się więcej nie zobaczymy.

Gdy przyjechaliśmy do Przemyśla, zobaczyliśmy bardzo dużo ludzi, oczekujących na peronie. Okazało się, że wszystkie pociągi, odchodzące na Wybrzeże i w kierunku Warszawy zostały wstrzymane. Kolejarz, spojrzał, na nasze bilety i powiedział, że mamy szczęście, bo jedziemy, na Śląsk, a w tym kierunku, nie ma żadnych perturbacji, w kursowaniu pociągów.
To był sierpień 1980 roku.
W języku ukraińskim kuzyn, to ?dwajuridnyj brat", a kuzynka to "dwajuridnaja sestra". Lecz dla mnie oni nie byli ?dwajuridnyje". Ja po prostu, o nich mówiłam, mój brat i moja siostra.
Po osiemdziesiątym roku nasza korespondencja zaczęła się urywać na skutek tego, że listy zaczęły ginąć, lub przychodziły z wielkim opóźnieniem. Z wiadomych też przyczyn nie mogliśmy się odwiedzać. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że moja siostra jest bardzo chora.
A potem nadeszła ta straszna wiadomość o śmierci mojego brata. Wiadomość, która dotarła do mnie dopiero rok po tym smutnym wydarzeniu. W niedługim czasie, przyszedł list od mojego młodszego brata, zawiadamiający mnie o śmierci jego i mojej siostry.

Mój żal, nie skropił Waszych twarzy
A dłoń, nie zastukała pożegnalną grudką ziemi.
Dlaczego tak szybko stoczyliście się po swojej pochyłej równi życia?
Dlaczego odeszliście? Siostro i Bracie z nad czarnej rzeki Boga.

Tak bardzo, chciałabym jeszcze raz odwiedzić te miejsca, w których zaznałam tyle dobrego. Chociaż wiem, że to nie miejsca, nie okolica, nie rzeka, decydują o naszych przeżyciach. One są tylko piękną oprawą i sceną na której rozgrywają się wydarzenia. A najważniejsi są ludzie, którzy w nich uczestniczyli. A ich przecież nie ma już pośród żywych. Lecz na zawsze pozostaną w mojej pamięci i we wspomnieniach.

A gdy ziemskie ogrody pamięci zmrozi pocałunek Białej Pani. Wraz z białą gołębicą odlecą do Rajskich Ogrodów wiecznej szczęśliwości i wiecznej pamięci.

 


 

POWRÓT

Nie pozaplatałam
czarnych warkoczy
nad rzeką Boga.
W srebrne włosy
wplotłam
echo kroków
i wspomnienie cienia.
Serce z raną po mrozie zachowań
zstępowało
po dźwiękach cerkiewnych dzwonów.
Otulił je
zapach łąk
i w strugach deszczu
porozwieszał jego kawałeczki
na cmentarnych krzyżach.
A modlitewny wywar
ogrzał i ukoił
duszę.
To teraz i ja
mogłabym już
spokojnie zasnąć.

 

Anna Losyna

Koniec ...


« Poprzednia strona 6/6 Następna strona

Zaloguj się, by skomentować
Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us