Menu
reklama

Za Bug i za Bugiem - wspomnienia Danuty Wiśniewskiej


U mnie w domu, używano dwóch nazw, dla określenia kierunku naszego wyjazdu. Były to "ZSRR" i ?za Bug". Te nazwy zmieniały się w zależności od tego, kto ich używał. Mój tata i ja, mówiliśmy do ZSRR, natomiast moja mama, nigdy nie powiedziała ZSRR, lecz zawsze używała tej drugiej nazwy ?za Bug". Dla mnie Bug, była to tylko rzeka, będąca prawym dopływem Wisły. Natomiast dla niej ta nazwa była nierozerwalnie związana z miejscem, w którym przyszła na świat i zamieszkiwała 16 lat, dopóki nie uprowadzono ją jak tę ?córę Jurandową" do kraju niemieckiego w 1942 roku.
Mój dwuletni braciszek w tej materii się jeszcze nie wypowiadał, ponieważ z samą mową miał on jeszcze, uzasadnione ze względu na jego wiek, trudności. I dla niego wyjazd kojarzył się z tym, że będzie "za Bugiem" (tak mówiła do niego mama) jeździł z wujkiem Iwanem na koniku.
ukrainapow 3Jakież to wielkie poruszenie i zamieszanie wśród członków mojej rodziny, wywołała wiadomość o tym, że zezwolono nam na wyjazd. Każde z nas, pod względem emocjonalnym przeżywało to na swój sposób i miało do wypełnienia obowiązki zróżnicowane pod względem trudności, zakresu i ważności, w zależności od osoby.
Na tacie jako głowie rodziny ciążył obowiązek załatwienia dokumentów i dostarczenie ich do Warszawy, ponieważ wtenczas te sprawy były załatwiane w ambasadzie ZSRR. Jeżeli dobrze pamiętam, to tata musiał tam jeździć chyba ze trzy razy, zanim sprostał stawianym wymaganiom i żądaniom ówczesnych władz. Cała lwia część przygotowań związanych z wyjazdem przypadła w udziale mojej mamie. Do niej to należało dokonanie zakupu towarów, przeznaczonych na sprzedaż, w których to przeważały materiały, chusteczki, pledy, konfekcja damska i męska, oraz zakup prezentów dla wszystkich członków jej rodziny. Ten pierwszy rodzaj zakupów nie wywołał u mnie większego entuzjazmu, natomiast jeśli chodzi o zakup prezentów, to wzbudził on u mnie wielkie zainteresowanie.
Czynnie i z wielką ochotą w nim uczestniczyłam. A w szczególności gdy dotyczyło to zakupów zabawek dla moich nieznanych i przeze mnie nigdy nie widzianych kuzynów i kuzyneczek. To właśnie na mamie, spoczął cały ciężar obowiązków związanych z przygotowaniem do wyjazdu i nic w tym dziwnego, że była ona bardzo podekscytowana i zdenerwowana. Dobrze, że pracowała w handlu, i z tego powodu miała znacznie ułatwiony dostęp do zakupu niektórych artykułów, często z przeceny. Przyłożyła wiele starań, aby jej przyjazd do rodziny, z którą rozdzieliła ją wojna na 14 lat, wypadł bardzo dobrze i żebyśmy i my, to znaczy jej mąż i dzieci, zaprezentowali się od jak najlepszej strony. Na niej spoczął też bardzo chlubny obowiązek, zapoznania nas, a przede wszystkim mnie, z członkami jej rodziny, poprzez opowiadanie o nich.
Przez wiele długich wieczorów, słuchałam opowieści, o jej życiu w małej nadbużańskiej wiosce. Opowiadała mi o swoich rodzicach, braciach, siostrze i kuzynach. Roztaczała przede mną, malownicze obrazy okolicy, w której przeważały gęste lasy. a nieodłącznymi Jej elementami były łąki i rozległe łany pszenicy, owsa i jęczmienia pośród których to mógł się I ukryć, nawet dorosły człowiek...
A przede wszystkim z wielkim rozrzewnieniem mówiła o pięknej rzece Bug, pełnej ryb, po której pływały stada kaczek i gęsi. Przyjeżdżali nad nią letnicy z miasta z całymi rodzinami. Nad brzegiem rzeki rozbrzmiewał gwar rozmów kąpiących się dorosłych i śmiech baraszkujących w wodzie i na trawie dzieci. Jakże ja się cieszyłam na myśl o tym, że to wszystko zobaczę na własne oczy, że będę mogła się kąpać w rzece i chodzić do tasu na jagody i poziomki. Dla mnie, dziecka wychowanego w mieście, ta perspektywa bezpośredniego kontaktu z przyrodą jawiła się jak coś wspaniałego, tajemniczego i nowego w moim życiu. Zapowiadały się dla mnie, ciekawe i długie wakacje, ponieważ mieliśmy już wyjechać pod koniec maja, prawie o miesiąc wcześniej od zakończenia nauki w szkołach.
Jak się później okazało, to nie wszystko było tam takie wspaniałe i zgodne z tym, co usłyszałam od mamy. Największą trudność sprawiły mi imiona członków rodziny i to nie ze względu na ich brzmienie, lecz na zapamiętanie ich przynależności, co do poszczególnych osób, ponieważ byty takie same, a różniły się tylko ?otcziestwom" to jest dodawanym do nich imieniem ojca. Nie poddawałam się i pilnie powtarzałam za mamą, trzymając jednocześnie w ręku niedawno przysłane fotografie, z których to spoglądały na mnie twarze nieznanych mi wielu osób, w różnym wieku. Trochę czasu upłynęło nim to wszystko opanowałam i nie myliłam już Marusi Pawłownoj z Maryijkoj Iwanownoj, a Jarosława Pawłowicza z Jarosławem Iwanowiczem. Wszyscy z nas byli zabiegani, zaaferowani i już trochę zmęczeni tymi przygotowaniami. Tylko mały braciszek niczym się nie przejmował. Ale właśnie to z powodu jego tak mało znaczącej osoby, o mały włos, a wszystkie te starania poszłyby na marne. A rzecz miała się tak.
Kiedy dokonano już wszystkich zakupów i poukładano towary w wielkich walizach, żeby się wszystko ułożyło i było je łatwiej pozamykać. Znaliśmy już datę wyjazdu, wtenczas to wydarzyło się coś takiego, czegośmy się najmniej spodziewali. A mianowicie mój braciszek się rozchorował i to bardzo poważnie. Zachorował na gardło i uszy, a później z tego wywiązało się zapalenie oskrzeli i groziło mu zapalenie płuc.
Miał bardzo wysoką temperaturę i musiał brać zastrzyki. Przychodziła do domu pielęgniarka i mu je dawała. Zawsze była ubrana w biały fartuch. Dziecko tak bardzo się zraziło do tego białego fartucha, że potem nawet fartuch fryzjera lub kucharza, wywoływał u niego przykre wspomnienie doznanego bólu. Jeszcze długo potem, nie chciał wejść do fryzjera i nie można go było przekonać, że ten pan z nożyczkami, nie wyrządzi mu żadnej krzywdy. To była prawdziwa walka z chorobą i z czasem.
Zastrzyki okazały się skuteczne i choroba ustąpiła, ale dopiero na trzy dni, przed datą wyjazdu.
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą i liczyliśmy już tylko godziny, jakie pozostały nam do wyruszenia w tą długą podróż. Bez wątpienia była to uciążliwa i długa podróż. Trasa jej wiodła, z górnego Śląska do Warszawy, potem do Brześcia i powrót na południe do Lwowa. Bardzo obawiałam się tak długiej jazdy pociągiem, z powodu mojej choroby lokomocyjnej, na którą cierpiałam, będąc dzieckiem.
Nic prawie nie jadłam, a mimo to, dostawałam częstych torsji i nudności. Wydawało mi się, że wytarga ze mnie, wszystkie wnętrzności, a wymiotowałam kwasem żołądkowym i żółcią. Pociąg zatrzymywał się tylko na bardzo dużych stacjach, ale nam nie wolno było z niego wyjść. Byłam tak bardzo wycieńczona i osłabiona, że nie miałam siły siedzieć, tylko leżałam i prosiłam rodziców, aby mnie zostawili na jakiejś stacji na ławce albo w szpitalu, a jak będą wracali, to mnie zabiorą. Z podróży zapamiętałam to, że szyby w oknach wagonu były do wysokości trzech czwartych, zamalowane na biało i że nasza czwórka, to byli jedyni cywile bo pozostali pasażerowie, to wojskowi, żołnierze i oficerowie radzieccy w mundurach. W powrotnej podróży, taki jeden oficer, chcąc osłodzić mojemu braciszkowi żal rozstania z wujkiem, podarował mu dwa pudełeczka wspaniałych pomadek.
Jednak to nic nie pomogło. On płakał do momentu, aż zmęczony usnął. Z pomadek skorzystałam Ja, ponieważ zawsze lubiłam i nadal lubię łakocie, a przez dwa miesiące tamtych wakacji, byłam ich całkowicie pozbawiona. Do dzisiejszego dnia mam te dwa pudełeczka, bo były one metalowe i były pokryte kolorowymi obrazkami. Gdy dojechaliśmy na miejsce, to tata z pociągu, wyniósł mnie na rękach.
Twarze i sylwetki witających nas osób, widziałam jakby przez mgłę. Nie byłam też w stanie, dojrzeć wielkiego wzruszenia, jakie malowało się na twarzy mojej mamy. Nie widziałam tych Jej gorących łez szczęścia i radości, płynących ciurkiem po policzkach. Nie zauważyłam też tego, kto kogo wcześniej rozpoznał, czy mama ich, czy też oni ją. Dopiero po paru dniach, opowiadała mi, że to jej siostra i brat ją rozpoznali, a nie ona ich.
Wujek wyjechał po nas furą. Wtedy, jeszcze tam nie kursowały autobusy. Pamiętam, że mnie, takiego półtrupka, ułożono na workach...


Zaloguj się, by skomentować
Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us