Menu
reklama
reklama
reklama

Odeszła od nas Pani Profesor Paderewska - wspomnienie

 


dpaderewskaaByła postrachem. W każdym razie w pewnym czasie funkcjonowania liceum. Kiedy w roku 1980 roku zdawałem egzamin - tak były egzaminy, wprawdzie w formie raczej rozmowy, bo decydującym było świadectwo podstawówki, to życzono mi abym nie dostał się pod skrzydła Profesor Paderewskiej, bo to jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie mogą się jaworznickiemu licealiście przytrafić. Oczywiście jeżeli słabo ogarniało się fizykę. Bo biegli w temacie nie mieli się czego obawiać.

Fizyka to był jeden z "koników" Pani Danusi, bo jeszcze niedawno tak właśnie byli Jej uczniowie do Niej się zwracali.
Innym konikiem była turystyka i gdyby nie ona, to pewnie nie skończyłbym liceum. Kiedy kiepsko szło z tego przedmiotu, w zasadzie jedynym ratunkiem było pójście na rajdy rajdy i zapisanie się do PTTK. Zdjęcie z 26 listopada 2016 r.


Pani Paderewska to najbarwniejsza postać jaworznickiej turystyki, wesoła, skromna, ale podobnie jak na fizyce, tak na wycieczkach wymagająca - dyscyplina i maszerowanie bez marudzenia.
"Skoro Ja mogę z moimi schorowanymi nogami, to tu Tura też możesz”.
No i szliśmy. Na przykład od ruin zamku w Mirowie do ruin zamku w Bobolicach - trasa około 2 kilometrów, na obozie zimowym, w śniegu po kolana około 10 godzin, bo po drodze trzeba było zahaczyć o kilka arcyciekawych miejsc.
W zimie, minus "cirka" stopni, a my w naszych arcyciepłych zimowych „Relaksach”, o kilku kanapkach i herbacie z butelki po oranżadzie, ledwo powłócząc nogami, czołgamy się za Panią Profesor, która nic tylko pogania i pogania, bo przecież przed północą musimy wrócić na nocleg.
Orłem z fizyki nie byłem. Wręcz byłem uznawany za wyjątkowo tępego ucznia, choć wcale tak źle nie prosperowałem, ale łatka była przypięta i wyżej dostatecznego nie mogłem podskoczyć.
Kiedyś Pani Profesor zapytała najlepszą uczennicę, z racji omawianego tematu, jak szybko płynie prąd. Biedna, wybitnie humanistyczna, dziewczyna, ale prymuska, zrobiła wielkie oczy, a Pani Paderewska do całej klasy zwróciła się: „No ko wie”?
Ja bez chwili zastanowienia odparłem: „Z prędkością równą około 1/6 prędkości światła”.
Wtedy Pani profesor z zadziwieniem: „No to tura wie, a Ty nie wiesz?” - do uczennicy. Byłem wtedy bohaterem jednej lekcji.
Innym razem wraz z Grzegorzem, kolegą z ławki zostaliśmy wysłani po pana Barana - konserwatora, bo trzeba było do ściany w kantorku przykręcić dwie śrubki, aby na nich powiesić grzejnik - taki popularny ze szklanymi rurkami, ze spiralami wewnątrz tych rurek. Miał wisieć nad biurkiem i grzać w zimie.
Poszliśmy zaraz na początku pierwszej godziny, bo fizyki mieliśmy planowo godziny dwie. Była okazja, aby ominąć "pytanie", a więc szukaliśmy Pana Barana wszędzie. Pod koniec lekcji przyszliśmy zziajani i opowiedzieliśmy że nie znaleźliśmy go, a szukaliśmy nawet na dachu szkoły. Klasa w śmiech, ale jakoś ta odpowiedź nie zrobiła wrażenia na Pani Profesor. Bo ważniejsze było przykręcenie grzejnika. A więc po dzwonku na kolejną lekcję, zgłosiliśmy się do biurka, z ofertą, że możemy te śrubki przykręcić. Pani profesor natychmiast się zgodziła i wpuściła nas do pomieszczenia, gdzie nie każdy miał wstęp.
Najpierw oceniliśmy sytuację i stwierdziliśmy że nie mamy odpowiedniego śrubokręta. Poszliśmy na poszukiwania. Minęło kilka kolejnych minut kiedy wróciliśmy do klasy. Widząc jak nasi koledzy i koleżanki pocą się nad zadaniem na temat, załóżmy, że krzywej histerezy, czmychnęliśmy do kantorka gdzie zajęliśmy się przykręcaniem dwóch śrubek, cichuteńko, praca posuwała się na tyle szybko, że już równo z dzwonkiem na przerwę, zaprosiliśmy Panią Profesor dumni, że udało się Jej sprawić radość - będzie ciepło.
Kwiaty to była kolejna rzecz, której Pani Paderewska nie mogła się oprzeć. Trudny temat, zapowiedź klasówki - muszą być kwiaty. Ponieważ nieopodal liceum mieszkała moja babcia, a wokół jej domu rozpościerał się piękny ogród z kwitnącymi cały rok kwiatami, nie było problemu, aby skoczyć na dużej przerwie, zerwać parę bzów, tulipanów, róż, nagietków, czy kiść buldeneżu i stanąć z bukietem przy biurku tuż przed lekcją.
Pytania nie było, a Pani profesor była na tyle honorowa, że zawsze przeniosła zaplanowaną kartkówkę na kolejną lekcję. Był czas na douczenie się.
Zdarzyło się raz, że kwiaty zdążyliśmy wstawić do wazonu na biurko, zanim Pani Danusia weszła do klasy. Wchodzi i patrzy i... pyta: „A co to za kwiaty”? Ktoś z tłumu się wyrwał: „To z okazji urodzin dla Pani Profesor”.
"A skąd wy wiecie, kiedy ja mam urodziny?" - zapytała z wielkim zdziwieniem. Ktoś odparł, że to koledzy ze starszych klas nam powiedzieli.
Na co ona z zakłopotaniem - no nie mam urodzin, ale... no nie mogę, no nie mogę was pytać dzisiaj. Kolejna lekcja bezpieczna.
Przygód związanych z tamtymi czasami można wymieniać mnóstwo. Najwięcej oczywiście związanych było z rajdami, wycieczkami.
Nie lubiła, kiedy robiło się Jej zdjęcia. Kiedyś schodząc z jakiejś góry po szerokiej hali wyskoczyłem przed całą grupę i błyskawicznie zrobiłem jakiś zdjęcia właśnie Pani Profesor. Wtedy usłyszałem słowa które dźwięczą mi z sentymentem do dziś” „Tura, wprawdzie półrocze zaliczone, ale do końca roku jeszcze zdążysz nałapać ocen... niekoniecznie pozytywnych”
Oczywiście to było z humorem, ale lepiej było mieć się na baczności.
Pani Profesor bywała na koncertach, przedstawieniach teatralnych, a ostatnio niestety tylko tam, gdzie mogła wjechać wózkiem inwalidzkim, kiedy samopoczucie jej pozwalało, zwłaszcza w ostatnim czasie. Zawsze wołała mnie i pytała co słychać, prosiła o pomoc w przemieszczeniu się, o podanie napoju..
I to tyle. Historia kolejnej nauczycielki, którą wspomina się z sentymentem, mimo, że była bardzo surowa, bardzo wymagająca, bardzo ostra. Historia nauczycielki, której wzroku unikało się w szkole, schodziło się z drogi na korytarzu, aby nie podpaść.
Ale zaraz po skończeniu liceum wspominało się z sentymentem, z wielkim szacunkiem. To fenomen nauczycieli z tamtych lat. Czy dziś są tacy? Pewnie tak, ale my, pokolenie lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, zawsze będziemy mówić, że tamte czasy, tamci ludzie i tamci nauczyciele już nigdy nie będą mieć sobie równych.
Żegnam Pani Profesor.

 

 

Dodaj komentarz

Teksty i fotografie opublikowane w portalu stanowią własność intelektualną ich autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Napisz komentarz.
Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu. Nie będą publikowane: Komentarze naruszające netykietę, oraz promujące komercyjne strony, produkty itp. Komentarze obraźliwe, bądź nie wnoszące nic do dyskusji. Komentarze propagujące nienawiść, rasizm, nietolerancję wobec poglądów, przekonań i wyznań. Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy umieszczanych przez użytkowników i gości serwisu. Odpowiedzialność za treść postów ponosi wyłącznie ich autor. Komentarze nie są materiałem prasowym w rozumieniu prawa prasowego.


Kod antyspamowy
Odśwież

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us