Menu

Co z nami? Bo emerytur to mieć chyba nie będziemy

  • Autor 

felietonfilo

W ramach wspomnień postanowiłem spisać kilka luźnych myśli jakie nawiedzają mnie w wyniku obserwacji rzeczywistości. Oto one.

Rządzący nami: ustawodawcy, władza wykonawcza, wciąż opracowują plany naprawcze, reformy kolejnych dziedzin gospodarki i usług, aby żyło się lepiej. Komu, to już inna sprawa, ale fakt faktem, że będąc aktywną, władza sprawia wrażenie, że strasznie jej na pomyślności Polski zależy, a dobro obywatela jest jej najważniejszym priorytetem w działaniach.


Dzięki tym działaniom, sprawia wrażenie, że w Polsce organizacja życia publicznego jest dobra, a wszystko tworzy obraz państwa normalnego, takiego, jak w XXI wieku powinno wyglądać. Wrażeniu temu nie mogą oprzeć się miliony rodaków, za każdym razem wierzący w intencje władzy dobre, w opiekuńczość państwa i w to, że tym razem się uda i będzie lepiej.

Tak się składa, że żyję tu już 50 lat, a czego pierwsze epizody pamiętam, z okresu wczesnoprzedszkolnego, choć do przedszkola nigdy nie chodziłem. Wychowywała mnie babcia, u której spędzałem pierwsze lata życia, bo rodzice pracowali. Dom babci tętnił energią, pojawiały się w nim ciekawe osoby z jaworznickiego życia publicznego, głównie związane ze szkolnictwem. Jako że dziadek, zanim zginął w wypadku, był był dyrektorem jednej ze szkół, babcia, również nauczycielka - polonistka, utrzymywała kontakty z wieloma nauczycielami, którzy odwiedzali ją wspierając w sytuacji, kiedy została sama. Byli wśród nich tacy jaworzniccy pedagodzy jak Pan Siwadłowski, Paryzek, Melnyczuk, Pawlik, Guzik, i wielu wielu innych. Dziś miło wspominam tamte dni, będąc dumnym, że ich poznałem. Oni to z prawdziwą troską śledzili zakłamaną politykę, a ja nasiąkałem wartościami, wydaje mi się, bardzo ważnymi.

Rodzina babci była duża, tak zwana - przedwojenna, pamiętająca początek XX wieku, pamiętająca naprawdę wolną Polskę,  często wspominająca przedwojenne Jaworzno pełne pięknych miejsc, a przede wszystkim fantastycznego współżycia społeczności polskiej i żydowskiej. Nazwiska rodzinne były znane, szanowane, a wspomniany dom odwiedził nawet prezydent Mościcki, kiedy to powstawały z Jego udziałem zakłady chemiczne.
Zarówno w domu rodzinnym, jak i w domu babci nie ukrywało się poglądów, toteż od najmłodszych lat byłem świadomy faktu, że żyjemy pod okupacją sowiecką, a władzę gadającą bardzo często z ekranu czarno białego telewizora wyśmiewano i z troską o kraj obserwowano to, co się dzieje w tej dziwnej polityce. O tym rozmawiali wspomniani nauczyciele, a ja przysłuchiwałem się, coraz więcej rozumiejąc.

Pamiętam, jak często w porze największej oglądalności jedynego programu telewizyjnego siadano przed telewizorem, z którego miał wychynąć Gomułka, a później Gierek, i zadawano sobie pytanie - No, ciekawe, co powie.
Przy czym wiedziano, że nie powie nic, co mogłoby zabić tęsknotę do prawdziwej Polski, jaką pamiętano sprzed trzydziestu paru lat.
Już wtedy, jak żywo pamiętam, słowa o reformach, o naprawie gospodarki, o takich ćmojach bojach, jakie również dziś opowiadają nam z ekranów bossowie na najwyższych szczeblach.

Przypomina mi się monolog Jana Pietrzaka, z lat 70, w którym to opowiadał jak urodził się i obserwował świat od początku. Od pobytu w sali porodowej. Zacytujmy:
"Sala porodowa urządzona wspaniale, społeczna służba zdrowia dookoła się krząta, co widać po społecznym stosunku do pacjentów, lekarze zadowoleni z siebie jak mało kto,  na ścianie oddziału noworodków hasło. Jest hasło, jest, gdzie oni tych haseł nie nawieszają.
To się akurat przydało. To było hasło o przodującej części ludzkości, znaczy, że nasza przoduje. Bardzo dobrze. Dzięki temu hasłu już w pierwszym momencie życia dowiedziałem się, że urodziłem się w świecie przodującym. Pierwszym. Dopiero w trakcie dalszego rozwoju umysłowego zaczęły mnie nawiedzać pewne wątpliwości: Jak to jest, ze skoro my przodujemy, to ciągle doganiamy!?"

Tak więc już wtedy również w moim młodziutkim umyśle zasiane zostały wątpliwości, które do dziś nie zostały rozwiane, czy my żyjemy w państwie, jak na wstępie była mowa, normalnym?
Władza uważa że tak. Ja nie bardzo. Bo czy w normalnym kraju co kilka miesięcy, czy nawet tygodni potrzeba opracowywać coraz to nowe programy naprawcze i planować reformy, zamiast normalnego rozwoju, albo przynajmniej normalnej zrównoważonej egzystencji?


Zwodzenie nas, mamienie wizjami, że właśnie po oto tej, reformie już wszystko będzie ok, przykładowa służba zdrowia podniesie się z dna i kolejki znikną, a Polak będzie traktowany jak wartość nadrzędna, a nie jako upierdliwy petent, chyba nie przekonuje nikogo.
Bzdurne ustawy, w których mnóstwo przepisów wyklucza się nawzajem, tworzą ludzie, dla których najważniejszym celem życiowym jest zabłysnąć w telewizorze i jak najbardziej zgnoić drugą stronę, albo wykazać się intelektem, a raczej bardziej jego brakiem, bądź swego rodzaju zwichrowaniem. Byle być na szkle, byle o nim mówili.

A Polak kupi to, co gadają, bo jakie ma wyjście?
Tak więc po tych luźnych kilku zdaniach śmiem zadać pytanie, czy długo jeszcze Polacy wytrzymają to robienie z nas idiotów i obiecywanie gruszek na wierzbie, podczas gdy wszystko stacza się w dół?
Jednym z przykładów czarnych intencji władz jest sprawa ZUS, o którym raport utajniła Kancelaria Premiera. Dlaczego? A pewnie dlatego, że wiadomości o stanie pieniędzy, które służyć mają nam za kilkanaście lat jako jałmużna w postaci tak zwanej emerytury, są porażające.
Jakaś organizacja europejska oceniła, że za tych kilkanaście lat pieniędzy na emerytury po prostu braknie w Polsce.
Ale po kolejnej reformie już będzie dobrze, prawda? Jaki fenomen sprawuje patronat nad tym mamieniem ludzi, skoro jeszcze w to wierzą?

Dziwne, że o tym niewiele wspominają media, a koncentrują się na takich duperelach, jak jakieś bezsensowne filmiki nadesłane do redakcji, albo to, że ? posłużmy się wersami doskonałej piosenki ?Salonu niezależnych? pod tytułem telewizja

Dziś jesteśmy świadkami, jak w blaskach świateł, nasz krajowy establishment na konwencjach raduje się jakie wielkie ma poparcie opinii publicznej. Poparcie budowane na wyśmiewaniu, poniżaniu, dezawuowaniu drugiej strony sceny politycznej i na obiecywaniu, że będzie lepiej.
Z owych, wspominanych czasów komuny pamiętam, jak rzecznik prasowy, niejaki znienawidzony przez Polaków Urban powiedział, że rząd się wyżywi.
Nie wątpię, że uśmiechnięte twarze dzisiejszych rządzących opierają się również na przeświadczeniu, że rząd się wyżywi, a nawet jeśli miałby kiedyś nie przetrwać kolejnej zawieruchy, to zapasów sobie zdąży, a jeśli już nie zdążyl narobić.
Tylko co z nami?

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us