Menu
reklama
reklama
reklama

Ludzie (9)

Z kart historii - Azot

Satyrycznie, historycznie i wspomnieniowo - artykuł z dziejów Zakładów Chemicznych Azot, z dziejów miasta i dziejów naszej historii, opartych o twórczość Pana Edwarda Skotnickiego, długoletniego pracownika zakładów, ale i satyryka, autora wierszy, monologów, piosenek, a ostatnio książki "Afera" o sensacyjnych wydarzeniach w Azocie w latach 70 i 80 XX w.


ODCINEK 1 - 60 LAT AZOTU 

dyrazotki_custom.jpgBył "późny Gierek". Rok 1977 zapisał się w historii kilkoma ciekawymi wydarzeniami. Oto w styczniu owego roku swoją pierwszą audycję wyemitował radiowy kabaret Zespół Adwokacki Dyskrecja, w lutym odbyła się premiera filmu Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru", a we wrześniu filmu animowanego "Wielka podróż Bolka i Lolka".

na zdjęciu dyrekcja Z CH Azot 23.11.2013r.

W Krakowie zamordowano studenta Stanisława Pyjasa, w TVP1 ukazało się pierwsze wydanie programu popularnonaukowego Sonda, a w październiku Telewizja Polska rozpoczęła emisję serialu "Polskie drogi". Również w październiku po raz pierwszy od 20 lat doszło do spotkania I sekretarza PZPR Edwarda Gierka z kardynałem Stefanem Wyszyńskim.

U naszych wschodnich sąsiadów Leonid Breżniew został sekretarzem generalnym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, we Francji po raz ostatni użyto gilotyny, w USA odbyła się premiera "Gwiezdnych Wojen", a Roman Polański został skazany na 3 miesiące pozbawienia wolności za gwałt.

A w Jaworznie... W Jaworznie obchodzono 60 rocznicę powstania Zakładów Chemicznych "Organika Azot".


zchazot_1_1_custom.jpg„Azotka" była chlubą Jaworzna przez długie lata.
To tu produkowano środki ochrony roślin znane w całej Europie, na świecie. Niestety lata siedemdziesiąte dla Azotki zakończyły się wielką aferą gospodarczą, która odbiła się echem w całym kraju. Jej konsekwencją była samobójcza śmierć ówczesnego dyrektora technicznego - sensacyjne wydarzenia opisał w swojej książce pod tytułem "Afera", Pan Edward Skotnicki - chemik, pracownik Azotu, do lat 90 XX wieku...



Przeczytaj - Afera - Edward Skotnicki - rzecz o aferze w AZOTCE



Dziś okazało się że działalność Azotki pozostawiła wielkie piętno na środowisku naturalnym, z powodu ubocznych wpływów trucizn, jakie się tu produkowało, niemniej był to dla dziesiątek rodzin, setek jaworznian pewien symbol ich miasta, powód do dumy.

Z autorem książki spotkamy się już w grudniu w Miejskiej Bibliotece Publicznej, o spotkaniu poinformujemy, a dziś zaprezentujemy pierwszą odsłonę prezentacji Jego dorobku... satyrycznego.

eskotnickiafera6900_custom.jpgRocznica, sześćdziesiąta, założonego przez chemika Ignacego Mościckiego, późniejszego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, zakładu, była okazją do spotkania się w gronie pracowników, do wspomnień, do zabawy.

Dziś tego typu wydarzenia ubarwiane są występami znanych gwiazd. Wtedy najlepiej bawiono się we własnym gronie, a najciekawszym elementem programu były występy samych zainteresowanych, oparte o własnoręcznie napisane monologi, piosenki, wiersze, skecze.
Ot program artystyczny

Wśród głównie kadry administracyjno biurowej Azotki znalazło się wiele osób, które charakteryzując się nieprzeciętnym poczuciem humoru taki program artystyczno kabaretowy opracowały i wystawiły.

Autorem tekstów był wspomniany jako autor książki "Afera" Pan Edward Skotnicki, a na scenie oraz na widowni znalazły się takie nazwiska jak Andruszkiewicz, Pazdan, Koziarz, Tura, Hupert, Gadaj, Świętosławski, Sułko, Jagoda, Maszybrocki, Szymaszkiewicz, Czubiliński "Krapla"...

Jednym z utworów, jaki zapadł w pamięci autorowi niniejszego artykułu, była piosenka śpiewana na melodię jednego ze znanych  warszawskich szlagierów lat międzywojennych, pod tytułem bardzo prozaicznym: "60 lat Azotu"

Gwoli wyjaśnienia niektórych pojęć, mała legenda:

"Gdzieś w siedemnastym" - Rok 1917 - rok Rewolucji w Rosji (według terminologii sowieckiej, Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa - dokonany przez bolszewików przewrót zbrojny w Rosji, okres, w którym Rady Delegatów Robotniczych, składające się przeważnie z bolszewików, przejmowały władzę w państwie - początek dominacji radzieckiej w Europie i szeregu nieszczęść z tym związanych, zakończony w Polsce 4 czerwca 1989 roku).

sklep-na-hucie_custom.jpg"... koło sklepu na Hucie"
- sklep spożywczy w budynku przy ulicy Młyńskiej - róg Chopina niedaleko klubu "Gacek" prawie naprzeciwko byłego budynku - biurowca Azotki.
(na zdjęciu strzałką zaznaczone miejsce byłych drzwi do sklepu - dziś zamurowane)

"...splunął od Wąwolnicy"
- Wąwolnica - potok płynący w okolicach Azotki, wpadający w końcu biegu do Przemszy.

"Wziął więc Mościcki spod baru "Bistro" - Bar bistro - rodzaj knajpy w ówczesnej Polsce, z prawdziwym barem bistro nie mającym nic wspólnego. W barze bistro można było wypić piwo, albo zjeść pierogi, lub tatara, albo galaretę z jajem, jako zakąska do setki czystej. Przykład polskiego baru bistro możemy zobaczyć w filmie "Miś", kiedy jeden z bohaterów pije wodę ze szklanki przykutej do stołu łańcuchem. Bistro o którym mowa w piosence znajdował się koło ronda na Hucie - dziś w tym miejscu jest sklep spożywczy i poczta.

„Chemik był z niego, jak Świętosławski"
- Świętosławski - nazwisko rodziny chemików związanych z Azotką, później właścicieli jednego z zakładów prywatnych - Best Pest.

60 LAT AZOTU (napisano - czerwiec 1977) Autor: Edward Skotnicki


Gdzieś w siedemnastym, gdy Rewolucja krwawe zbierała swe żniwa
Żył sobie jeden facet w Galicji, co się Mościcki nazywał

Był on chemikiem - takim najlepszym od Gdańska po wschodnie Kresy
Zamiast wymyślać przeciw sanacji - on se wymyślał  procesy

Raz do Jaworzna bryczką przyjechał w cylindrze oraz  w surducie
Straszną akurat odczuł potrzebę gdzieś koło sklepu na Hucie

Wypiął się zdrowo przy pierwszym płocie - i wtedy już zaśmierdziało...
Lecz tamto miejsce kupką zbrukane bardzo mu się spodobało

Wzdłuż zmierzył krokiem, wszerz ostro splunął od Wąwolnicy do płotu
Takie to były - można powiedzieć -  chlubne początki Azotu

Wszystkich zapewne fakt intryguje, skąd gacek w herbie, nie wrony
Stąd się to bierze, że to zapewne pomysł był nietoperz-czony
(fonet: niedopieszczony. Przyp.red.)

Wziął więc Mościcki spod baru "Bistro":  Wocha, Kurpasa, Knapika
Kupił pół litra, wypili brudzia i tak powstała fabryka

Chemik był z  niego, jak Świętosławski - prezydent zaś byle jaki
Pewnie go teraz  mocniej, niż innych okrutne toczą robaki

W dowód wdzięczności dla prezydenta /poważnie, a nie dla draki/
Aby mu ulżyć - Azotka robi środki na wszelkie robaki


Piosenka w Jaworznie zrobiła ogromną karierę, będąc istnym przebojem na towarzyskich spotkaniach zwłaszcza pracowników zakładu. Niestety po pewnym czasie proza życia spowodowała zapomnienie jej na długi czas... do dzisiaj...

Archiwalne zdjęcia zawarte w publikacji z okazji 50-lecioa ZCH Azot z roku 1967 (niestety z roku 1977 na razie zdjęć nie posiadamy)
Tytył publikacji: "Informator Zakładów Chemicznych "Azot" w Jaworznie" Wydawnictwo artystyczno - graficzne, Kraków, 1967. Zespół redakcyjny: Jerzy Banaś, Bogumiła Goc, Marian Matiasik, Zdzisław Maszybrocki, Stanisław Rodzik, Jacek Szymaszkiewicz, Ignacy Tura.

ODCINEK 2

LINDAN, LINDAN (pażdziernik 1980)

"Od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a od mrozu cała armia Napoleona" - mówiono w zamierzchłych czasach. Sentencja była w miarę aktualna do czasu, kiedy w Jaworznickiej Azotce zaczęto produkować jedną z najbardziej śmierdzących znanych substancji, będącą oczywiście wyjatkowo mocną trucizną.
Było to w latach siedemdziesiątych.

zchazot2_2.jpgPF to oddział produkcyjny w byłej Azotce który obejmował syntezę sześciochlorocykloheksanu, znanego pod nazwami handlowymi lindan, lub gamatox.

Była to wyjątkowo uciążliwa i niebezpieczna synteza. Do pracy na tym oddziale bardzo trudno było znaleźć pracowników, ponieważ smród odpadów produkcyjnych był nie do zniesienia.

Dość powiedzieć, że pracownicy zatrudnieni na tym oddziale otrzymywali dodatkowo wodę kolońską dla zabicia nieprzyjemnego zapachu, którego trudno było się pozbyć.

Do pracy na PF kierowano często młodych mężczyzn, z tak zwanego marginesu, mających przeszłość kryminalną. Stosowano także zachęty materialne oraz skrócony do 6 godzin czas pracy. (E. Skotnicki)

Mimo niebezpieczeństw i smrodu przenikającego daleko poza bramy zakładu, trzeba było jakoś żyć, a ponieważ w ówczesnym ustroju nie wolno było głośno mówić o tym, co się myśli (Wydawać by się mogło, że te czasy już dawno minęły) trzeba było obchodzić cenzurę. Jednym na to sposobów była satyra.

Drugą piosenką, którą prezentujemy, napisaną przez Pana Edwarda Skotnickiego (ZOBACZ TEN ARTYKUŁ), była krótka rymowanka pod tytułem

Lindan Lindan

Przychodzi młody petent do Działu Kadr - chciałby w Azotce szczęścia popróbować
20 parę ma  on zaledwie lat i jak w obrazek patrzy na kadrową
Ona mu daje formularzy plik i skierowanie chłopu wręcza w mig...

Lindan, Lindan, na Lindan, Lindan, Lindan - o psiakrew
Kraj potrzebuje go, a robić nie ma kto, więc dymaj bracie wprost na PF!

Na zasmrodzoną budę patrzy przez płot i z przerażenia biedak kiwa głową
Tak, jakby miał się żenić z Brigitte Bardot, a ożenił się w końcu z jej teściową
Co najwspanialszy nawet daje wikt, lecz raczej trudno z nią do łóżka iść...

Lindan, Lindan, na Lindan...

zchazot2_1.jpg- Czym, różniła się demokracja od demokracji socjalistycznej?
- Tym czym krzeszło od krzesła elektrycznego.

Podobnie z gospodarką.

Wtedy była gospodarka planowa.
To znaczy nie ważne, czy jakiegoś towaru potrzeba, bądź nie potrzeba było na rynku zbytu, nie ważne, że był dziadowski, kiepski, brzydki, niepotrzebny, albo trujący. Ważne, że trzeba było wykonać plan produkcji (akurat w Azocie produkowano dobra potrzebne, nie tylko nam... fakt, że ogromnym kosztem)

kliknij obrazek aby powiększyć

Ba, nawet wykonanie planu nie było tak mile widziane przez władze, jak... jego przekroczenie. Plan należało przekroczyć, wykonać go ponad normę - warto przypomnieć sobie film "Człowiek z Marmuru".

Azotka plany wykonywała, przekraczała, a jej produkty były znane w całej rolniczej Europie, głównie oczywiście w części podległej Związkowi Radzieckiemu.

My im dawaliśmy środki ochrony roślin, a oni w zamian za to brali od nas cukier, statki i tym podobne... Dzięki tej korzystnej wspólpracy doganialiśmy takie kraje przemysłowo rozwinięte, jak Gabon, Honduras, Wybrzeże Kości Słoniowej...

W bardzo oględny sposób Pan Edward Skotnicki skomentował ówczesną produkcję Azotki, w piosence śpiewanej na melodię "Kolorowych jarmarków".

ANTYPERZU W BALONIKACH - luty 1978

Kiedy spojrzę hen, za siebie, na tygodnie co minęły

Com przekazał na magazyn, a co diabli wzięli
Co straciłem z własnej woli, a co przeciw sobie
Co wyliczę - to wyliczę, ale zawsze wtedy powiem, że do planu mi brak:

ref..

Antyperzu w balonikach, z metką KJ na drucikach
Foschloru w kontenerach, co już sprzedawano nieraz
Wagonu z  betanalem- sprzedanego przez Centralę
Z tym samym betanalem, co go jeszcze nie ma wcale
Cysterny azotexu, co to go raz chcą, raz nie chcą
Drobnicy w kontenerach już sprzedanej przez Bajera
Brak sensu w systemie - choć już ludzie wzięli premie
Brak w cyfrach zgodności... No i cierpliwości!

Kiedy tuż po dobranocce łeb przytulę do poduszki
Śni mi się, że do Warszawy rżnę "Górnikiem" przez Koluszki
I melduję z własnej woli, chociaż przeciw sobie...
Co wyliczę, to wyliczę, ale ostatecznie powiem, że do planu mi brak:

ref.

Antyperzu w balonikach, z metką KJ na drucikach...

Czytaj dalej...

Człowiek z żółtym Ibanezem


Artykuł z 17 czerwca 2009 roku

kaolzoltyibanŻółty Ibanez to legenda w świecie polskiej muzyki jazzowej, ale i rozrywkowej. Ulubiona gitara Grzegorza Kapołki, z którą tak naprawdę nie rozstaje się on nigdy. Biorąc pod uwagę liczbę koncertów granych corocznie zarówno w składach jazzowych, jak i wraz z kapelą, której jest nieodłącznym uzupełnieniem, czyli z Golec Uorkiestrą, właściwie specjalnie nie ma możliwości odstawienia gitary. Ale i tego nie chce robić, bo muzyka to jego całe życie i nie wyobraża sobie innego swojego wcielenia.

Grzegorz jest związany z Jaworznem, odwiedza nasze miasto bardzo chętnie, choćby tylko po to, aby spotkać się ze znajomymi.

Najwięcej jednak satysfakcji sprawia mu koncertowanie. Tym razem wraz z Darkiem Ziółkiem i Irkiem Głykiem zaproponował podróż przez meandry własnej twórczości, inspirowanej twórczością największych muzyków, światowych sław, mistrzów gitary.
- Kiedy masz czas, aby zająć się komponowaniem. Komponowaniem niezwykłych utworów, które w dodatku stają się przebojami w ramach gatunku. Kiedy czas aby wejść do studia, nagrać materiał na płytę, która w dodatku, okazuje się być wśród największych wydarzeń muzycznych, czego dowodem nominacja do „Fryderyka" w bieżącym roku. (Przypomnijmy, że koncertów Grzegorz gra około stu rocznie w Polsce i poza jej granicami)
- Staram się wstrzeliwać w czas wolny, pomiędzy wyjazdami na koncerty. Kilka dni przerwy, kiedy mogę osiągnąć jakiś spokój duszy, wykorzystuję na to i udaje się. Staram się wykorzystywać, to co mi los zesłał, to co mi zostało darowane. To zasługa Pana Boga, który sprawił, że mogę grać, mogę jeździć na koncerty, czyli robić to, co naprawdę kocham, a jeszcze kiedy można z tego żyć, to już naprawdę spełnienie wszelkich marzeń.

Tak więc dzięki niespożytym siłom i pasji Grzegorza Kapołki mogliśmy być świadkami koncertu który zabrzmiał w środę, 10 czerwca w Sali Teatralnej. Trzej muzycy z tak zwanej najwyższej półki wręcz brawurowo posługują się swoimi instrumentami i mimo, że to tylko gitara, bas i perkusja, pełnia brzmień jest ogromna: Grzegorz i Jego Ibanez to jedność. Różnorodność technik którymi się posługuje, nieprawdopodobnie różne dźwięki, od przypominających instrumenty smyczkowe, po najcięższe, głośne akordy, niemal hardrockowe, zaskakują na każdym kroku. Słuchacz musi być czujny, musi być przygotowany na każdą dźwiękową niespodziankę. Wśród typowo jazzowych fragmentów kompozycji znajdujemy inspirowane utworami największych gitarzystów wstawki, sprawiające że utwory od razu zdają się być znajome, a odgadnięcie tytułu będącego tą inspiracją, bądź jego autora sprawia niesamowitą frajdę. Dynamika, z jaką gra Grzegorz Kapołka nie pozwala spokojnie siedzieć, ciało samo rwie się do rytmu, ale sam artysta choćby nie wiem jak mocne riffy grał, to jego postawa jest nadzwyczaj spokojna.
Pracują wyłącznie palce - sprawia to wrażenie, że muzyk niemal żadnego wysiłku nie wkłada w swoje rzemiosło.

GRZEGORZ KAPOŁKA
Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Już w okresie studiów brał udział w takich festiwalach jak: "Jazz Juniors", "Jazz nad Odrą".
Od 1985 roku współpracuje z różnymi formacjami Irka Dudka jak: "lrek Dudek Blues Session", "Big Boggie Band" oraz "Shakin' Dudi". W 1988 roku nagrywa pierwszą płytę z Irkiem Dudkiem "Irek Dudek No 1", a potem jeszcze "Nową płytę". Od 1986 roku rozpoczyna współpracę z zespołem "Young Power" realizując z tym zespołem płytę "Young Power" oraz występując w Sali Kongresowej na "Jazz Jamboree'86". Współpracę zamyka ostatni koncert "Young Power" w Berlinie w 1991 roku.
Ze swoim zespołem "Grzegorz Kapołka Band" koncertował w Estonii oraz Niemczech. Z Irkiem Dudkiem grał koncerty w Niemczech, Holandii oraz Luksemburgu. W 1987 roku zrealizował płytę "Brzydcy" z Grażyną Łobaszewską. Współpracował również z Krystyną Prońko w zespole "Super Session". Na stałe współpracuje z takimi formacjami jak: "Mr DJ Jarka Janusa", "Ewa Uryga The Soul of Music", "The Things" - Bronka Dużego, "Skolias Blues Orchestra" oraz z grupą "Wojtek Staroniewicz Elektric Quintet".
Współpracował również z takimi muzykami jak: Zbigniew Jakubek, Krzysztof Ścierański, Antymos Apostolis, Jerzy Piotrowski i wielu innych. Nagrał również CD "Mr DJ" z dwoma gwiazdami jazzu światowego: amerykańskim gitarzystą Frankiem Gambale w kategorii fusion, od 10 1at gitarzystą Nr 1 na świecie (8 lat współpracy z zespołem Chick'a Corel) oraz Robinem Eubanks'em czołowym puzonistą amerykańskim.
W 1996 roku wydał swoją pierwszą autorską płytę "I'm believing" z uziałem gwiazd polskiego jazzu. W 1999 roku wydaje kolejną płytę autorską ze swoją nową formacją Grzegorz Kapołka Trio. Płyta nosi tytuł "Blue Blues" i dzięki towarzystwu tak znakomitych muzyków jak Darek Ziółek i Irek Głyk zyskuje według czasopisma "Muzyk" najwyższą ocenę spośród wszystkich polskich płyt bluesowych.
Rok 1999 to również udział w nagraniu pierwszej płyty Golec uOrkiestra. Nagrywa też płytę z zespołem Shakin Dudi zatytułowaną "Platynowa Płyta". Na jesieni tego samego roku realizuje kolejną płytę z festiwalu Rawa Blues razem z Shakin' Dudi Orchestra.
W roku 2000 kończy realizację płyty Ewy Urygi "Running for my Iife" oraz bierze udział w nagraniu kolejnej płyty Golec uOrkiestra. Płyta "Blue Blues II" jest ostatnią jak na razie pozycją w dyskografii śląskiego gitarzysty Grzegorza Kapołki i zarazem pozycją najświeższą.
Przez dwa lata Grzegorz Kapołka współpracował również ze znakomitym podhalańskim zespołem "Krywań", bardzo ceniąc sobie tą współpracę - nie tylko ze względów muzycznych.
W tym samym czasie grał z Martyną Jakubowicz...

za www.grzegorzkapolka.net

Czytaj dalej...

Jaworznianin w gronie najlepszych absolwentów... z pasją...

 

maciejstaneka1W ramach czwartej edycji plebiscytu „Absolwent z Pasją” wybrano Absolwenta Czerwca 2016 roku, którym został Maciej Stanek,  absolwent chemii na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Śląskiego. Pan Maciej Stanek zdobył również II miejsce w ramach plebiscytu "Absolwent z Pasją 2016 Roku", w którym uzyskał prawie 7,5 tys. głosów. To imponujący wynik!
Pasją Macieja Stanka jest przede wszystkim pomaganie ludziom, w czym świetnie się realizuje w obecnej pracy jako dyrektor Biura Poselskiego Dariusza Starzyckiego, a także w swojej działalności społecznej jako członek Prezydium Gminnej Rady Działalności Pożytku Publicznego w Jaworznie oraz członek dwóch stowarzyszeń: Jaworzno Moje Miasto oraz Hospicjum Homo-Homini im. Św. Brata Alberta w Jaworznie.

Czytaj dalej...

Małe, wredne, a jednak kochane - owady w obiektywie Dariusza Łataka

robak 1a1"Świat owadów może być nad wyraz wredny" brzmi jeden z wersów znanej piosenki o natrętnych, brzęczących potworach. Czy można choć trochę polubić skrzydlate, fruwające, skaczące, pełzające, czasem i śmierdzące i  stworzenia? Okazuje się że mogą stać się wielką pasją.

Dariusz Łatak jest z wykształcenia geografem. Przyroda więc to część jego zainteresowań, część Jego świata. Szczególnie upodobał sobie świat makrofotografii i jej poświęca sporo czasu. W wolnej chwili, kiedy nie miał w ręce sprzętu opowiedział nam nieco o tym dziwnym, ale jakże fascynującym w powiększeniu wycinku naszej rzeczywistości.

Alex: Czym się to je?

Darek: Nie, no ja tego nie jem, ale nie ukrywam że poświęcam "temu" sporo czasu. Cierpliwość jest podstawową cechą, bo bez niej nigdy nie osiągnie się celu. Na początku każde pstryknięcie było "fantastyczne" nie mogłem się nadziwić, jakie piękne zdjęcia robię.

Ale kiedy coraz bardziej zacząłem zgłębiać tajniki tej sztuki, okazywało się że te pierwsze moje próby były zdecydowanie nieudolne.

robak2 a1A: Tak jak ta moja, na zdjęciu obok?

D: Właśnie. Kiedy zaczniesz bawić się makrofotografią, zresztą chyba jak każdym działem fotografii, to każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok, nauczy cię czegoś innego, a twoje wymagania wobec siebie będą rosnąć.

A: I wobec sprzętu. Wyobrażam sobie, że twoje zdjęcia zostały zrobione sprzętem, posłużę się swoją realną wyobraźnią za jakieś... no 20 tysięcy złotych.

D: I tu się zdziwisz. Aby robić takie zdjęcia wystarczy około dwóch tysięcy, a i jak by się uprzeć, to aparat za 1K wystarczy – zwykła hybryda, broń Boże lustrzanka – ona wymaga ogromnych nakładów, a jak widać, zdjęcia zrobione cyfrówką są – chyba mówią same za siebie.
Do tego odpowiedni konwerter, albo soczewka, i w drogę, na łąkę. Z czasem można zaopatrzyć się w sprzęt lepszy, droższy, jakieś oświetlenie, ale to nie jest konieczne.
A: Spędzasz dużo czasu na łące?

robak1 a2D: Tak, trzeba jednak wiedzieć kiedy tam iść i gdzie szukać ciekawych robali. Iść na żywioł można, ale po co tracić ten czas? To tak jak wędkarz, (dobrze o tym wiesz), który idzie łowić ryby nie wiedząc nic o łowisku, zwyczajach ryb, czy też o porach żerowania, siedzi nad wodą i wścieka się, że nic nie bierze. Robaki też mają swoje pory leniuchowania, bo takich tu potrzeba, a kiedy się je pozna, wtedy pasja staje się wyjątkową przyjemnością.

A: Trochę nie chciało mi się wierzyć, w te twoje 2 tysiące, ale kiedy pożyczyłeś mi to coś, co założyłem na obiektyw, to już po kilku minutach udało się zrobić zdjęcie temu stworkowi, albo oczom ćmy. Mając z aparatem do czynienia od lat, wiem, że za tydzień zrobię coś lepszego, jednak teraz wierzę, że nie sprzęt, a pomyślunek i spostrzegawczość są drogą do sukcesu. Na Twoich zdjęciach widać piękne kolory, potwory rodem jak z filmu SF o kosmosie, jacyś obcy, jakieś dziwolągi z oczami na szypułkach.... Okazuje się że to wszystko jest wokół nas, nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tak blisko.

robak2a 1D: Rzeczywiście. Jednymi z najbardziej wdzięcznych "obcych" jak je nazwałeś, są pająki z rodziny skakunów. Swoją nazwę zawdzięczają umiejętności wykonywania bardzo dalekich skoków, dochodzących do kilkudziesięciu centymetrów. Zostało już na świecie zrobionych miliony zdjęć skakunów, a jednak zawsze one fascynują i są obiektem pożądania każdego posiadacza zestawu do makrofotografii.
Ale również dobrze zrobione zdjęcie zwykłej muchy może być powodem do dumy. Prawdziwym majstersztykiem jest dobrze uchwycić mrówkę, nie mówiąc już o komarze. Ale i te muszą kiedyś odpocząć i wtedy można je "złapać". Ale mamy pszczoły, motyle, ćmy, gąsienice, żuczki, biedronki. Owady, to najliczniejsza grupa zwierząt, więc tematów nie zabraknie.

A: Z wykształcenia jesteś geografem, czyli robale to taka kontynuacja pasji.. miłość do...

D: Do przyrody.

A: Czyli muchy byś nie skrzywdził.

D: Proszę o inne pytanie.

A: Pytań to może już nie będę zadawał, bo pewnie czytelnicy są zniecierpliwieni i chcieliby zobaczyć twoje dokonania. Gdzie je można podziwiać?

D: Na moim blogu www.daro71.flog.pl, gdzie jest skromny wybór najciekawszych moich „strzałów”. Są tam nie tylko zdjęcia makro, ale na nie oczywiście zachęcam zwrócić uwagę.

A: A więc życzę kolejnych dobrych robali i zapraszam do Bloga i zakończmy stwierdzeniem że... czasem  komar, każda muszka jest nam druhem, za ich skrzydeł dźwiękiem dusza nam się rwie...

 

 

Czytaj dalej...

Z Jaworzna na Parnas - Roman Jońca

rjon04.jpgOtwieramy nasz gwiazdozbiór "Z Jaworzna na Parnas". Parnas, to symbol doskonałości osiągniętej w sztuce. a Jaworzno to miasto, w którym urodziło się wychowało, żyje i tworzy wiele osób. Tworzą sztukę, kulturę, naukę. Są również tacy, którzy w naszym mieście już nie mieszkają, ale zarówno w Polsce, jak i na świecie są znani, cenieni, a często jest tak, że zdecydowana większość nas, mieszkańców nie ma najmniejszego o nich pojęcia, ba, nawet nigdy nie słyszała ich nazwisk, nie potrafi skojarzyć ich z konkretną dziedziną sztuki, z konkretnymi osiągnięciami. Takich ludzi będziemy tu przedstawiać.
Już za kilka dni będzie obchodził urodziny. Człowiek, który żyje muzyką, żyje dla muzyki, a muzyka żyje dla Niego. W historii muzyki rozrywkowej już zapisał się złotymi zgłoskami, a tak naprawdę dopiero niedawno zaczął piąć się na szczyty. Nadzwyczaj skromny, skory do pomocy, przyjaciel, kolega, nieprzeciętnie pracowity i oddany swojej pasji. Panie, Panowie - Roman Jońca !
Czytaj dalej...

Jaworznianin autorem pomnika Kościuszki w Waszyngtonie!

kosciuszkowasz.jpgPrzy okazji opracowywania materiału o uroczystościach bitwy pod Grunwaldem, natknąłem sie na ledwo dostrzegalne notki o polskim malarzu, uczniu Jana Matejki, Tadeuszu Popielu.(Sulima Popiel).

Malarz ten urodzony w roku 1863 pewną część swojego dzieciństwa spędził w Szczakowej.

Po latach stał się uznanym malarzem, będąc między innymi współautorem panoramy Racławickiej, a w roku 1910 wraz z Zygmuntem Rozwadowskim stworzył alternatywną do dzieła Matejki Panoramę Bitwy pod Grunwaldem, która obecnie znajduje się w muzeum we Lwowie.

Tadeusz Popiel miał brata, Antoniego, który urodził się 13 czerwca 1865 roku w Szczakowej.

Antoni został rzeźbiarzem, a w roku 1907 wziął udział w konkursie na pomnik Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie i mimo, że jego praca zajęła drugie miejsce, właśnie ona została wykonana i odsłonięta na placu Lafayette przed Białym Domem, przez prezydenta Theodore Roosevelta.
Czytaj dalej...

Szczególne wyróżnienie dla Zbigniewa Rutkowskiego

zrutknagroda032010.jpgGrupa jaworznickich młodych artystów ze "Studia Poezji i Piosenki", prowadzoengo przez Pana Zbigniewa Rutkowskiego uczestniczyła w dniach 17 - 18 marca w IV Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora i Piosenki Aktorskiej "T-ART".
To konkurs o charakterze regionalnym - wojewódzkim, ale z racji tego, że już za rok, będą to "Piąte Spotkania...", ma on stać się imprezą ogólnopolską. Nie zmienia to wymiaru nagrody, jaką został uhonorowany kompozytor, a która przyznawana jest w wypadkach wyjątkowych. Statuetka, jaką pan Zbigniew przywiózł z Katowic symbolizuje sztuki piękne, począwszy od plastyki, na muzyce skończywszy i jest małym majstersztykiem rękodzielniczym. Ale oczywiście najbardziej liczy się to, za co została przyznana.
Na jej postumencie czytamy:
"Nagroda specjalna dla Zbigniewa Rutkowskiego za oprawę kompozytorską i opiekę artystyczną".
Czytaj dalej...

Profesor Czesław Kempiński - wspomnienie

kemp2.jpgPrzez nazwy miejscowe, najstarsze i najtrwalsze pomniki dziejowe, opowiada dawno wymarły naród swoje dzieje; zachodzi tylko pytanie, czy jego głos pozostaje jeszcze dla nas zrozumiały ?".
                        Alexander von Humboldt.


Odszedł od nas prof. Czesław Kempiński. Człowiek, który całe swoje zawodowe życie poświęcił  dokumentowaniu i spisywaniu historii Jaworzna. Choć nie jaworznianin z urodzenia był tym pierwszym, który  w niezwykły sposób umiał dostrzec piękno tej ziemi. 

Czytaj dalej...

Olek Brzeziński

Przeprowadzić wywiad z Olkiem Brzezińskim, to nie taka prosta sztuka. Nie dlatego, że nie ma on czasu, nie dlatego, że ciężko z Niego "wyciągnąć" informacje.

Nie ! Wręcz przeciwnie. Rozmowa zaczyna się od zapalenia papierosa, zamówienia czegoś do picia i od, to naturalne, pierwszych pytań. I tu zaczyna się problem. Olek ma tak wiele, tak ciekawych rzeczy do powiedzenia, tak wiele chce opowiedzieć, że nie sposób mu przerwać, ale potem dość trudno wyselekcjonować z nagranego materiału to, co najważniejsze. Rozmowa to nie proste zadawanie pytań, ale wielokrotne dywagacje, odskakiwanie od meritum.

Czy to źle? Ależ absolutnie nie. Rozmowa wciąga, zbacza na inne tory, przez co jest ciekawa i zmusza do koncentracji, uwagi. Trudniej jest potem przenieść to wszystko na "papier", na język pisany.

Z tego też powodu wywiad, który mamy wraz z Aleksandrem Brzezińskim zaszczyt zaprezentować w ramach cyklu "Z Jaworzna na Parnas" jest bardzo długi, często nawet chaotyczny, ale z tego powodu oddaje cały charakter i niespotykaną energię, wrażliwość jednego z najbardziej obiecujących artystów, którego korzenie są zakotwiczone właśnie w Jaworznie.

- Ile lat miałeś, kiedy zwróciłeś  uwagę na muzykę? Oczywiście, że każdy kiedyś występował  w szkolnych teatrzykach, najczęściej taki moment podaje się  za kluczowy, ale jeśli wszyscy byliby artystami, to pewnie wszyscy mieliby taki sam początek, ale chodzi o taki moment, kiedy rzeczywiście poczułeś jakąś szczególną moc. Sama nauka w szkole muzycznej nie decyduje o wybitnym talencie, jakim niewątpliwie Ty dysponujesz.  

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us