Menu
reklama
reklama
reklama

Felieton z Piątkiem - Hen na Ukrainę z Tomaszem Toszą

radzichow1Tomasz Tosza urlop spędza na rowerze - na Ukrainie.

Jak doszło do decyzji o podróży, dlaczego podróżuje tam?
O to zapytamy po jego powrocie.
Teraz rozpowszechniamy Jego dzienniki, które są kwintesencją reportażu podróżniczego, napisanego piękną polszczyzną, z właściwie dozowanym poczuciem humoru i odniesieniami do przeszłości współczesności, a czasem nawet do przyszłości.
Zapraszamy i życzymy miłej podróży z Tomaszem Toszą.

Radziechów, Ukraina, 3 maja 2016 rok

Zdecydowałem, że kartki z podróży będę pisał poza granicami. Polska to jest Polska. Równe drogi, unijne tabliczki przy nich, zadbane domy. Nic szczególnego. Żadnych wielkich zaskoczeń.

Pojechaliśmy na Ukrainę z Jaworzna. Tak było logistycznie najłatwiej. Po prostu okulbaczyliśmy rowery i w drogę. Najpierw znaną – DK79 do Krakowa. Potem jakimiś opłotkami przez Zielonki by znów wrócić na najstarszą w Polsce drogę publiczną – gościniec z Krakowa do Sandomierza. Droga jest w tym miejscu nieprzerwanie od czasów rzymskich. Jeszcze nie zdołali nas ochrzcić a tamtym szlakiem poruszali się ludzie między grodami.

 

Nowy Korczyn nie jest taki stary – ale ma za sobą 800 lat pięknej historii, klasztor, kilka kościołów i pustkę na rynku, który w średniowieczu służył trzydziestu tysiącom mieszkańców. To było miasto równie ludne jak ówczesny Kraków. A potem podupadło do tego stopnia, że nie ma gdzie przenocować. Wyżebraliśmy pokój w jednym z domów na ulicy Zaułek. Zmęczeni po 150 kilometrach pod wiatr. Przyjęło nas górnicze małżeństwo z Jastrzębia, które do Korczyna przyjechało załatwiać spadek. Oni już do rodzinnego miasta nie wrócą.

Kolejny etap – do Niska, również pod wiatr. 130 km. Bocznymi drogami obok Połańca. Jedynie pochłanialiśmy odległość. Następny, przez Roztocze do Wyżuchowa koło Tomaszowa Lubelskiego. Trafiliśmy do agroturystyki w starym spichlerzu, części majątku założonego kilka wieków temu przez Szkota w służbie Rzeczypospolitej. Niewiele do dziś zostało z zamku i pałacu. Na przedwojennych fotografiach widać było zamierzchłą przeszłość zastawioną u Żydów iw wystawioną na licytację komorniczą zanim przyszła wojna, nowa władza, a cegły pałacowe posłużyły do budowy chlewików. Spichlerz urządzony z klasą, choć to dopiero początek tworzenia MIEJSCA przez młode małżeństwo, które zakochało się w tej okolicy na skraju Roztocza.

Trzeba docenić 12 lat w UE choćby po stanie dróg. 50 kilometrów do granicy było czystą rozkoszą dla opon. Naprawdę zmieniliśmy kraj. Choć w okolicznych miasteczkach w starych parkach są głównie ruiny, to nowy świat – pounijny nie odstrasza zaniedbaniem tak jak to co zobaczyliśmy po drugiej stronie granicy.

Jeśli ktoś kresy Rzeczypospolitej darzy jakimś sentymentem, to strefa blisko granicy pozbawia złudzeń. Wart te miejsca zobaczyć, ale porzućcie złudzenia... Tam nie ma już nic, co nadawałoby by się do ocalenia lub zmiany.

Przypuszczam, że podobnie czują się Niemcy na Dolnym Śląsku. Wyobcowani, nie zakorzenieni ludzie nigdy nie obdarzą swoich nowych miejsc miłością na jaką te miejsca zasługują. Nie, żeby się nie starali. Ale tego nie ma w ich duszach. Jest biednie, jest tandetnie, jest odstręczająco. Jest egzotycznie. Jeśli się takiej egzotyki szuka. My szukamy.

Choć zapewne wolelibyśmy przy tym ciutkę lepszych dróg. Czegoś takiego nie spotkaliśmy w żadnym miejscu na świecie. Asfalt w stanie zaniku, asfalt zeerodowany. Asfalt poddany orogenezie pagórowej, gdzie nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić jakie zjawiska doprowadziły to takiego zmuldowania nawierzchni. Odcinek z Sokala do Radziechowa to były 33 kilometry asfaltowej katastrofy po której Gienek powiedział, że droga zrobiła mu z tyłka tatara.

Kolejny raz się okazało jak mały jest świat – po ukraińskiej stronie zatrzymał się przystojny starszy pan. Zapytał skąd jedziemy – z Jaworzna. Jaworzno? Znam – Rysiek. Rysiek Karkosz. Kilka lat temu jechaliśmy razem przez Stany.

Mirek zapytał się dlaczego nie jest teraz w drodze do Rio. Odparł, że przygotowuje się do mistrostw Polski w triatlonie. Mirek: 60 plus? A Jan z Hrubieszowa odparł: 70 plus. I to jest dla mnie dedykacja na dziś.

krzemieniecKrzemieniec, 4 maja 2016

Pewnie powinniśmy się czuć jak Niemcy odwiedzający Bystrzycę Kłodzką, albo w Wambierzycach. Ten sam klimat utraconej przeszłości, zasiedlonej bez ludzi bez korzeni i szacunku dla murów. W sumie Krzemieniec miał sporo szczęścia, że wciśnięty jest w wąską dolinę, że nie ucierpiał szczególnie podczas wojny, i że nie było miejsca, żeby zbudować budynki socjalistycznego szczęścia. Zamiast tego dziki kapitalizm przyniósł masę przypicników, budek, kiosków z byle czego powciskanych między historyczną zabudowę. Jedna koparka poradziłaby sobie z tymi naroślami w popołudnie. Krzemieniec ma potencjał, żeby stać się perełką na miarę Kazimierza nad Wisłą. I podobną skalę.

Ale zanim do niego dotarliśmy muszę stwierdzić, że ukraińskie drogownictwo, zwłaszcza w strefie przygranicznej – ma fenomenalną przyszłość. Prawdziwy test siły sprzętu i charakteru. I z tego powodu nie bardzo wiem jak liczyć odległość. Bo czym innym jest przejechanie kilometra asfaltem a czym innym przejechanie kilometra jego resztkami. Momentami byliśmy najszybszymi pojazdami na drodze przesmykując się wąskimi pozostałościami tego co było kiedyś nawierzchnią. Albo sunąc wyjeżdzoną ścieżką w błocie pól – i tak lepszą od tego co na gościńcu. A była to droga wojewódzka. Szlak do Brodów był koszmarem.

A samo miasteczko? Jednocześnie biedne i bogate szyldozą kolorowych szmat wieszanych na starych murach. Klasycystyczna elewacja miejskiego teatru zamienionego w inkubator smol biznesu, ledwo trzymające się gzymsy urokliwych kamienic. Zadziwiające jak duża przestrzeń oddana została pieszym – zrobiono to ustawiając betonowe klomby w poprzek ulic. Ludziom zostawiając najlepszy asfalt w mieście do deptania. I to działa. Mimo aptek, sklepów komórkowych i banków, czyli zarazy współczesności – ulice pełne ludzi.

Za Brodami poprawiła się droga, choć nie poprawił wiatr. Wyjeżdżając z miasta zwróciłem uwagę Mirkowi, że chyba źle jedziemy bo nie czuję sukinsyna na twarzy. Wiatru. Aaaaa racja. Więc skierowaliśmy się na właściwą drogę – pod niego.

Tutejsze miejscowości mają zazwyczaj kiepskie otwarcia urbanistyczne. Wjeżdża się w poprzemysłowe, lub dziadowskie przedmieścia i już. Z Poczajowem było zupełnie inaczej – najpierw pojawia się ładna, pagórkowata okolica, a potem aleja starych kasztanowców, z soczystozieloną świeżością wiosny naprowadza nas na złote kopuły neobarokowego kompleksu sanktuarium osiadłego na wzgórzach. Taka tutejsza Jasna Góra. Z handlarzami dewocjonalów, żebrakami, całą tą pątniczą machinerią i biznesem. Naprawdę warto zajrzeć do środka – prawosławna sztuka potrafi być imponująca w swojej przesadzie. A złotość kopuł i odgrywane dzwonami melodyjki trącą jarmarkiem ale jednocześnie dają poczucie egzotyki. W tym jednym z najmniej atrakcyjnych dla masowego turysty miejscu w Europie.

Ostatni odcinek do Krzemieńca pokonywałem z większym udziałem woli niż siły mięśni. Bestia nie zamierzała przestać smagać twarz. Ale widok odsłoniętych skał wzgórz Krzemienieckich wieczorem to czysty miód nie do przeniesienia na zdjęcia.

Teraz będzie zachęta do ukraińskich podróży – jakimkolwiek środkiem lokomocji. Okazało się bowiem, że tani wczorajszy hotel nie był wyjątkiem, tylko zasadą. W pierwszym trzy razy się dopytywałem, czy 9 euro to jest za komnatu czy za cieławieka. Za komnatu. Najlepszy hotel w mieście oferuje spanie za 12 euro za pokój trzyosobowy. A świetny hotel w w sercu starego miasta pełnego imponujących zabytków, tuż pod skałą i krzemienieckim zamkiem oferuje nocleg za 10 zł za osobę. Piwo w knajpie – 2 zł. Barszcz – podobnie. Pieremieny czyli pierożki – około trzech złotych. Ukraina zaliczyła niesamowitą dewaluację hrywny. Trzy lata temu za jedno euro można było dostać siedem. Dziś 28 hrywien. Dzięki temu można się poczuć bogato, a przynajmniej – bogaciej. Czego każdemu życzę.

Komentarze   

# aaa 2016-05-05 23:12
Relacja iście wstrząsająca. Czekamy na więcej.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Teksty i fotografie opublikowane w portalu stanowią własność intelektualną ich autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Napisz komentarz.
Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu. Nie będą publikowane: Komentarze naruszające netykietę, oraz promujące komercyjne strony, produkty itp. Komentarze obraźliwe, bądź nie wnoszące nic do dyskusji. Komentarze propagujące nienawiść, rasizm, nietolerancję wobec poglądów, przekonań i wyznań. Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy umieszczanych przez użytkowników i gości serwisu. Odpowiedzialność za treść postów ponosi wyłącznie ich autor. Komentarze nie są materiałem prasowym w rozumieniu prawa prasowego.


Kod antyspamowy
Odśwież

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us