Menu
reklama
reklama
reklama

"Niereformowani" - Felieton z Piątkiem - ostrym piórem Andrzeja Węglarza

niereformowalniNiereformowalni.

Przez dwadzieścia kilka lat działalności na niwie samorządowej, spotykałem na swojej drodze wielu rozmaitych ludzi.
O dwóch kategoriach, których naprawdę trudno zapomnieć, dziś kilka słów przypomnienia.
W hołdzie ich talentowi i pasji, która zawsze u mnie budziła zdumienie i to zdziwienie trwa u mnie do dzisiejszego dnia.

Pierwsi z nich to ucieleśnienie alfy i omegi w jednym kruchym ludzkim ciele. Oni znają się na wszystkim. Nie ma tematu w którym można ich „zagiąć” i dosłownie i w przenośni. Od budowy torowiska kolei lub konstrukcji drogi, poprzez stopnie rakiety kosmicznej, do budowy reaktora jądrowego.
Dysponując tak uniwersalną wiedzą, bardzo chętnie dzielą się nią z otoczeniem, najlepiej z wszystkimi, którzy (choćby z obowiązku) muszą ich słuchać.


W co drugiej gazecie znajdziemy ślady ich tropicielskiego talentu i detektywistycznych zdolności w szukaniu dziur w jezdniach i chodnikach. Nasze drogi nie są idealne – więc po odkryciu dziury, w tejże drodze powstaje faktyczny i filozoficzny dylemat, czy zadzwonić do administratora drogi czy może lepiej do redakcji? Gazeta ma tą przewagę, że opublikuje nawet 20 zdjęć wytropionych dziur no i co najważniejsze nazwisko „odkrywcy”. Stosowana jest przy tym nieodmiennie denerwująca maniera, wyolbrzymiania: dowiadujemy się że obiekt się wali, dzielnica jest w ruinie, zapomniana przez Boga i ludzi co najmniej od 20 lat.
Nic tu nie zrobili!
Gdy słyszę taki tekst, od razu staram się uruchomić szare komórki i przypomnieć jak to było naprawdę. Jako człowiek zaczepiony na ulicy, pewnie machnąłbym na to ręką – bo nie lubię dyskutować z fanatykami. Jako radny mam obowiązek kontaktu z wyborcami, także takimi. Wiem, że ich nie przekonam, bo tylko oni mają i mogą mieć rację. Tłumaczę jakie są przesłanki i terminy remontów, kiedy zostanie naprawiona ta przykładowa dziura. W większości wypadków, po pół godzinie dyskusji okazuje się iż wracamy do punktu wyjścia, ponieważ słuchacz jest zupełnie hermetyczny na argumenty. Kiedyś próbowałbym pewnie dalej. Dzisiaj wiem, że to nie ma sensu i żegnam się z człowiekiem dziękując za zgłoszony problem.

 

Druga kategoria, to tak zwani; niemi świadkowie. Nie wiem czy zwróciliście kiedyś uwagę, że każda wykonywana gdziekolwiek u nas praca, ma z reguły co najmniej jednego lub drugiego i trzeciego obserwatora? Czasami liczba tych z boku przekracza ilość pracujących. Oni nie wyglądają dyskretnie zza firanki w oknie, lecz stoją ostentacyjnie 5 do 10 metrów od teatru życia. Rozumiem, że wypadek drogowy przyciąga gapiów, są i tacy co jeżdżą po lotniskach i filmują startujące samoloty. Nie podzielam tych pasji, ale rozumiem jakąś żyłkę napięcia i hazardu z tego, że jest świadkiem ryzykownych zachowań człowieka. Trudno mi sobie wyobrazić, że kogoś może pasjonować układanie chodnika czy zakopywanie rury i to przez bite 6 czy 8 godzin pracy ekipy. Deszcz lub śnieg nie jest bynajmniej żadną przeszkodą. Nie ma śladu akceptacji w ich spojrzeniu. Oni wydają się uważnie liczyć zakopywane kable czy rury. Ci, z reguły stoją milczeniu i bardzo rzadko odzywają się do ludzi będących przez nich obserwowanych, jeżeli już to do innych obserwatorów i w tonie sprawozdawców sportowych. Dużo bardziej rozmowni są pewnie wieczorem, w gronie rodziny przy kolacji. Można się o tym dowiedzieć pośrednio.

Dziś przypominam sylwetki jednych i drugich ku pamięci potomnych, jako bezimiennych bojowników o dużo lepsze jutro.

Andrzej Węglarz.

 

aweglarzAndrzej Węglarz
Z wykształcenia prawnik. W 1990 rada miasta powołała go na urząd prezydenta Jaworzna, reelekcję na to stanowisko uzyskał w 1994 roku. Funkcję tę pełnił do roku 1998. Od 2014 roku po raz kolejny został radnym Rady Miejskiej w Jaworznie z z ramienia Stowarzyszenia Jaworzno Moje Miasto

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us